czwartek, 14 czerwca 2012

Rozdział 2

   Obudziło mnie słońce przedzierające się przez zasłony w oknach. Wstałam i spojrzałam na zegarek, wskazywał 12. Trochę ni chciało mi się wierzyć że rzeczywiście mogę tyle spać. Wyszłam na balkon zaciągając się świeżym powietrzem.  Poszłam do łazienki się ogarnąć. Weszłam do garderoby w poszukiwaniu ubrań na dziś. Znalazłam spodenki do kolan w żółto-zieloną kratkę i do tego założyłam żółtą bokserkę z czarnymi napisami. Zeszłam na dół gdzie na mnie czekało już gotowe śniadanko. Moja mama zrobiła naleśniki. Przywitałam się z rodzicami i wzięłam się za jedzenie. Zjadłam 2 z Nutellą i 3 z dżemem truskawkowym. Podziękowałam mamie za śniadanie i poszłam do pokoju. Włączyłąm sobie muzykę , a mianowicie Allstar Weekend- Not Your Birthday. Zaraz jak zawsze dostałam sms'a od Harolda o treści:

                 "Miłego dnia mała xxX "

Nadal nie rozumiem dlaczego mała. To znaczy może i jestem od niego młodsza o rok , ale co z tego.  Nie ważne. Odpisałam mu tym samym.  Zaraz drugi SMS tym razem od Alex.

             "Jak co to ja w dniu dzisiejszym nigdzie nie wychodzę bo muszę jechać gdzieś do jakiejś ciotki z rodzicami. 3maj się Lamo :P "

 Norma mam nadzieję że Kate nic nie robi ciekawego dzisiaj bo jak nie ona to nie mam już nikogo.  Ale niestety zaraz dostałam od niej sms'a:


                        " Grrrrrr. Nie mogę dzisiaj nigdzie wyjść bo są imieniny ciotki z Nadadyna i muszę jechać z rodzicami. 3maj się Skarbie :P"




                                        Dobra to jednak nie mam nikogo na dzień dzisiejszy. Rano zawsze dostaje dużo smsów. Przypomniało mi się że jest jeszcze jedna osoba. A tak dokładniej to dwie : Kamil i Kacper. Z nimi kumplujemy się od zawsze. Tak więc postanowiłam napisać do Kamila.


                  " Co dziś robisz Lamo? Alex i Kate pojechały gdzieś z rodzicami. Jestem sama jak palec. "

Na odpowiedź nie czekałam długo.


                                                      " Spoko zaraz ja i Kacperek do cb wpadniemy i nie masz co się bać my nigdy Cię samej nie zostawimy :)"

Ucieszyłam się na wiadomość że nie będę sama. Siedziałam czekając na nich. Po jakichś 10 minutach przyszli.
- Hej-przywitali się obaj ze mną.
- Hej-odparłam.
- To mamy rozumieć że tamte dwie pojechały do ciotek na imieniny?-spytał Kacperek. Mówimy na niego Kacperek bo nie raz słyszeliśmy że mama tak do niego mówi. Zawsze mieliśmy z tego Pompę. Moja mama powiedziała że "Nieładnie się naśmiewać z innych". Ale ja jak to ja nie umiem się nie naśmiewać z takich rzeczy.
- A Kate pewnie pojechała do ciotki do Nadadyna?-spytał Kamil. Zaczęliśmy się śmiać i kiwnęłam głową na tak.  Włączyliśmy jakiś film. Komedię jak zawsze i wyjęliśmy żelki. Położyliśmy się na wielkich kolorowych pufach przed plazmą w moim pokoju i oglądaliśmy. Wieczorem chłopcy zaczęli się zbierać. Pożegnałam się z nimi i odprowadziłam ich do drzwi. Poszli , a ja poszłam pod prysznic. Jak zawsze weszłam pod gorącą wodę. Wyszłam przebrałam się w pidżamę. Nie chciało mi się wejść ani na Facebooka , ani na Twittera więc nie wchodziłam. Miałam cały dzień wielkiego zaciesza bo jutro kończę szesnaście lat.  Będę miała te całe siedem naście.  Zadzwonił do mnie Hazza. Gadałam z nim dłużej niż normalnie. Cały czas, któreś z nas wybuchało śmiechem.  Zawsze mogę mu się ze wszystkiego wygadać. A mogłam z nim gadać całą noc bo jutro nie idziemy do szkoły. Jest jakaś impreza starszych klas i nas nie może być i wgl. szczerze mam to gdzieś. Ważne że mam wolne i to zresztą przez cały tydzień. Nie dość że starsze klasy mają jakąś imprezę to jeszcze jest organizowany zjazd absolwentów. Niestety i tak nie przegadałam z Harry'm całej nocy, ale i tak długo gadaliśmy. Po kilku godzinnej rozmowie zasnęłam padnięta.


   *Następnego dnia*
Obudziłam się z wielkim zacieszem na japie. Tak dziś jest ten dzień. Dziś kończę szesnaście lat. Mam radochę jak nigdy. 9 kwietnia moje urodziny,. Jak ja uwielbiam tą Datę. Wyszłam na balkon zobaczyć jaka pogoda jest na dworze. Ciepły poniedziałek jakich mało w kwietniu. Poszłam do łazienki umyłam twarz i spojrzałam w lustro. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Poszłam się ubrać. Założyłam dżinsowe, luźne rurki w niskim krokiem i dużą luźną koszulkę w paski. Zeszłam na dół. Rodziców jak zawsze nie było. Niby mam pecha że moich rodziców nie ma rano. Może i tak, ale jak nie ma ich rano to wracają z firmy jakoś o 15 najpóźniej. Poszłam do kuchni i zrobiłam sobie tosty z serem i pieczarkami. Usiadłam przed telewizorem w salonie. Okazało się że jest już dwunasta. Zjadłam i odniosłam talerz do kuchni. Z powrotem wróciłam i zajęłam moje miejsce przed telewizorem. Jednak nie nasiedziałam się zbyt długo gdyż przerwał mi dzwonek do drzwi. Wstała i poszłam otworzyć. Otworzyła drzwi i wryło mnie jak nigdy. Przed drzwiami stał..........

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz