niedziela, 15 lipca 2012

#8 ..."I Can Get You On My Mind"...

***** 3 dni później ****
Odkąd ten wypadek miał zdarzenie nie miałam kontaktu z Harry'm. Nadszedł dzień pogrzebu. Za cały pogrzeb, pochówek płacił Mark bo Greg czekał tylko i wyłącznie na spadek.   Ojciec kilka razy dzwonił, ale ja nie miałam zamiaru z nim rozmawiać. Razem z Alex wstałyśmy około 10 i się ogarnęłyśmy. Po raz pierwszy użyłam tuszu do rzęs. Ubrałam się w czarną sukienkę do połowy uda z rękawem 3/4, moje długie czarne Converse i długi czarny sweterek. Alex założyła czarnż sukienkę też do połowy uda, ale na ramiączka, czarne balerinki i długi czarny sweter.  Stypa u Marka. Ok. 12 pojechaliśmy do kościoła. Spotkałam tam resztę rodziny. Wszyscy mnie wyściskali i mówili że będzie dobrze. Byli także rodzice Alex i KAte wraz z rodzicami. Kate wyglądała nie najlepiej. U niej też problemy i to nie byle jakie. Jej rodzice jak wypija to ona nie odzywa się do nikogo przez tydzień. Ojciec ją kilka razy pobił. Chciali zrobić z niej "kogoś" jak to jej tata powiedział kiedyś. Alex jakoś nie całkiem gadała z rodzicami. W ciągu tych kilku dni rozmawiałyśmy bardzo dużo na temat wyjazdu do Londynu. Żeby tak zamieszkać. Postanowiłyśmy że na stypie pogadamy też o tym z Kate. Mark powiedział że by się zgodził, ale jakbym miała tam kogoś kto by mi pomógł jakby się coś działo. Ja nie wiedziałam co o tym myśleć. Całą ceremonię przepłakałam razem z babcią.  Później pojechaliśmy do Mark'a.  Stypa. Norma jak norma. Przepłakałam prawie całą. Cała rodzina mnie wyprzytulała i wszyscy mówili że będzie dobrze. Ja jednak myślę inaczej. Bez mamy już nie może być tak samo. Nikt mnie nie będzie pouczał jak ona, nikt mnie nie nauczy różnych rzeczy. Wszystkieo nauczyłam się od niej. Ojcicec do mnie już nawet nie podchodził. Postanowiłam zamieszkać z Mark'iem. Alex też na jakiś czas. Jej rodzice nie zdawali sobie sprawy jaką krzywdę jej tym zrobili. Kate jakaś cicha była. Nie odzywała się nic, a nic.  Podeszłam do niej.
- Ej, co się stało skarbie?-zapytałam.
- Bo wy mieszkacie tutaj, a ja muszę mieszkać z rodzicami. Oni ze mną nie rozmawiają tylko zgrywają dobrych rodziców jak coś nabroję.-powiedziała smutno.
- Ty też ? -zapytałam.
- Tak ja też.-odparła.
Ona tak samo jak i my mamy problemy z rodzicami.
- Mark czy Kate mogłaby zostać na kilka nocek tutaj ? -zapytałam brata.
- Jasne tylko żebyście nie odwalały nic. - odparł przyjaźnie.
Razem z Alex poszłyśmy się przebrać i poszłyśmy do Kate po jej rzeczy.  Wyszłyśmy.
- Ja nie chcę mieszkać z rodzicami.-rozpłakała się po drodze Kate.
- Dlaczego ? -spytałam. Wiem że jest źle, ale nie sądziłam że aż tak.
- Bo oni. Zresztą sama zobacz.-powiedziała i pokazała nam siniaki na rękach i nogach. Nie wiedziałam że ją tam biją.  Przytuliłyśmy ją. Teraz już wiem. Ja nie chcę wracać do ojca i musimy trzymać się razem.
- Idziemy do ciebie teraz i bierzemy twoje rzeczy.-powiedziałam.
- Ale ja napewno nie będę przeszkadzała, przecież Mark ma rodzinę i wy tam jesteście nie będę przeszkadzała ? -zapytała.
- Ani trochę, przecież powiedział że możesz się zatrzymać u niego. - odparłam.
Jestem jeszcze całkiem przybita całą tą sytuacją. Dlaczego właśnie my trafiłyśmy na takich rodziców ? Rozumiem , ale ja dla swoich dzieci, których i tak nie będę miała nigdy taka nie będę. Doszłyśmy i boimy się wejść. Nie wiemy jak uniknąć awantury. Weszłyśmy i na całe szczęście rodzice Kate śpią. Poszłyśmy do niej i zaczęłyśmy pakować jej rzeczy do torby. Buty, ubrania, książki i wgl. Zeszłyśmy na dół. Kate postanowiła zostawić im kartkę że nie ma zamiaru dalej się z nimi męczyć.  Pomyślałam że ja też jeszcze wejdę do siebie i wezmę kilka rzeczy. Wzięłyśmy rzeczy Kate i poszłyśmy do mnie. Drzwi są otwarte. Weszłyśmy do salonu a tam widok.... Załamałam się. Mój ojciec leży nieżywy na kanapie. Skąd wiem że nieżywy? Bo widać że nie oddycha. Łzy po raz kolejny zaczęły lecieć mi z oczu. Zadzwoniłyśmy po karetkę. Przyjechali po kilku minutach tak samo jak Mark, którego zawiadomiłam zaraz po zadzwonieniu do szpitala. Przytulił mnie i spytał jak to się stało. Opowiedziałam mu że tak leżał jak weszłyśmy. Poszłam na górę i wzięłam kilka rzeczy. Właściwie to wszystkie. Jestem ciekawa co się ze mną teraz stanie skoro moi rodzice nie żyją. To znaczy ojca może da się odratować, ale szczerze wątpię. Zapłakana zeszłam na ół i poprosiłąm brata żeby wziął resztę. Dziewczyny płakały razem ze mną.  Od kilku dni nie rozmawiam z Harry'm załamka. W końcu będę musiała jakoś porozmwiać z nim. Mark zawiózł nas do siebie, a sam pojechał do szpitala. Weronika żona Mark'a od razu mnie przytuliła. Poszłyśmy z dziewczynami do naszego pokoju i położyłyśmy się spać.

***Następny dzień***
Obudziłam się z płaczem. Jak od wypadku mamy. Dzisiaj zadzwonię do Hazzy. Muszę dać znak życia. Jestem sama w pokoju czyli dziewczyny już wstały. Jest 6:25. Od tych kilku dni wstaję bardzo wcześnie.  Poniedziałek i trzeba iść do szkoły. Zeszłam na dół i tak jak myślałam dziewczyny razem z Mark'iem siedzą w kuchni.
- Hej.-przywitałam się cicho poprzez płacz.
- Hej...-odparli wszyscy smutno.
- I co z nim?-zapytałam kirując wzrok ku bratu.
- On, on on - jąka się Mark-on nie żyje.-skończył.
Popłakałam się jak małe dziecko. Przytuliłam się do brata i zaraz do uścisku dołączyły dziewczyny. Nie mogę pochamować łez. Jeszcze nigdy nie czułam takiego bólu.
- Nie idziesz dziś do szkoły.-oznajmił mi Mark.
- Dlaczego ? -zapytałam.
- Nie jesteś w stanie na naukę. Pójdziesz w przyszłym tygodniu, a wy dziewczyny albo idziecie albo możecie tylko dzisiaj z nią zostać w domu.-powiedział.
- My z nią zostaniemy i jutro pójdziemy-powiedziała Al.
Poszłam z płaczem do naszego pokoju. Mark ma kilka wolnych pokoi, ale my wolimy spać razem. W Londynie jest 5:40 więc zadzwonię do Harolda później.  Położyłam się i zasnęłam.
Obudziłam się. Paczam na zegarek 10:30. Dobra, mogę wstać. Zawsze zastanawiałam się jak to jest stracić dwie ważne osoby. Teraz już wiem.  W ciągu ostatnich kilku dni uświdomiłąm sobie jak bardzo mi zależało na matce. Na ojcu prawie wcale. Ja nie tolerowałam tego człowieka. Ale żeby nie bylo tez go opłakuję. Zeszłam na dół. Dziewczyny siedzą i oglądają teleiwzję. Weszłam do kuchni i wzięłam wodę.  Usiadłam obok nich.
- Jak się czujesz? zapytała Kate.
- Znośnie..-odparłąm.
Al mnie przytuliła.
- Idę coś zjeść.-oznajmiłam po chwili.
Wróciłam do kuchni i zrboiłam sobie kanapki z dżemem truskawkowym i kakałko. Wróciłam do dziewczyn i zjadłam przy nich żeby mi uwierzyły że coś jadłam. Odstawiłam naczynia do zmywarki. Poszłam do pokoju. Spoko w Londynie jest 10:00. Wzięłam telefon i wysłałam Harry'emu sms-a czy już nie śpi. Na odpowiedź nie czekałam długo napisał że może ze mną nawet na Skype porozmwiać bo mają wolne. Wzięłam laptopa i położyłam się z nim na łóżku. Chwilę czekam i zaraz na ekranie pojawia się mordka Hazzy. Od razu jakoś lepiej mi się zrobiło.
Dlaczego się nie odzywałaś tyle czasu?-pierwsze pytanie skierowane do mnie.
Wytłumaczyłąm mu przez płacz to co się wydarzyło w ostatnich dniach.  Pocieszał mnie i sam się popłakał. Jak on zaczął płakać byłam pewna swoich uczuć co do niego. On zawsze ze mną placze, zawsze się ze mną śmieje itd.  Normalnie lepszego człowieka nie znam.  Opowiedziałam mu że przez cały tydzień mam zostać w domu. Ucieszył się jak mu to powiedziałam bo mają cały tydzień wolny, a potem trasa po Europie. Zdradził mi w sekrecie że będą w Warszawie i że napewno mnie odwiedzą. Zaraz obok niego na ekranie pojawił się Louis, który zaczął za głową Harry'ego robić dziwne miny. Po raz pierwszy od dłuższego czasu się zaśmiałam. Harry skarcił Lou wzrokiem. Tamten postawił krzesło obok Hazzy i usiadł na nim. I w ten sposób przegadaliśmy cały dzień. Wieczorem dziewczyny przyszły i gadały z nami. Chłopaki zawołali jeszce resztę i juz mieliśmy rozmowę w siódemkę. Zayn cały czas gapił się w stronę Al, a Niall w stronę Kate. Jak to zauważyłam od razu spojrzałam porozumiewawczo na Hazzę. Zaczęliśmy się śmiać. Czuję się dużo lepiej odkąd ich zobaczyłam. Zrobiło się późno i Mark kazał nam iść spać. Z ciekawości spojrzał mi w ekran i zobaczył piątke kolesi. Jak chłopcy go zobaczyli powiedzieli mu jedncześnie : Hello!  Mark poszedł przyszedł Wictor. Wszedł na łóżko i usiadł mi na kolanach. Chłopaki zaczęłi się wypytywać ile ma lat i takie te. Odpowiedziałam im że Wictor ma 2 lata i jest synem Mark'a. Mały spojrzał na nich, a potem na moją ścianę z plakatami. Od razu skojarzył ich. Wziął płytę Up All Night i pokazał najpierw na płytę potem na chłopaków.  Musiałam mu wytłumaczyć wszystko, a i tak pewnie nic nie zrozumiał. Wictor poszedł spać do siebie, a my jeszcze chwilę gadałyśmy z chłopakami, Alex i Zayn wymienili się numerami tak samo jak Niall z Kate. Coś przeczuwam że może coś z tego wyjść. Pożegałyśmy się i zasnęłyśmy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz