Wstałyśmy o 7:00. Dziewczyny idą dzisiaj już do szkoły. Niestety.One poszły się ogarnąć, a ja zeszłam na dół zrobić im śniadanie. Usmażyłam im naleśniki. Nadal chodzę przybita i nie mam chęci na nic. Wyjęłam Nutellę i dżem i postawiłam na stole. Zaraz zszedł Mark i dziewczyny. Byli zdziwieni tym że przygotowałam posiłek.
- Nie trzeba było.-powiedziała Alex dając mi buziaka w policzek.
- Ale chciałam jakoś nawet już spać mi się nie chce.-odparłam.
- Dzięki.-powiedziała Kate i też dała mi buziaka.
Usiadłam razem z nimi przy stole i zaczęłam pić wodę.
- Nie jesz?-zapytała Kate.
- Nie, nie jestem głodna.-odparłam cicho.
- Ja już muszę jechać do pracy.-oznajmił Mark.
- Spoko.-odparłyśmy jednocześnie.
Pocałował mnie w czoło i wyszedł. Dziewczyny zjadły i też zaczęły się zbierać. Ok.7:20 wyszły. Zostałam w domu z Weroniką i Wictorem. Jeszcze śpią więc po cichutku poszłam do swojego pokoju. Zauważyłam że ktoś dzwonił. Spojrzałam i zdziwiłam się trochę. Harry dzwonił. Dziwne w Londynie jest dopiero 6:30. Zadzwoniłam do niego. Okazało się że wstał i już nie może zasnąć i pomyślał że może porozmawiamy. Włączyłam laptopa i weszłam na Twittera. Nic ciekawego poza jednym trendem: #1DEuropeTour. Ucieszyłam się że polskie directioners w końcu będą mogły ujrzeć swoich idoli. Zaraz zadzwonił do mnie na Skype Harry. Zaśmiałam się widząc jego poranną szopę. Jego loki fajnie wyglądały. Każdy w inną stronę prowadził. Ja jestem mądra bo rozczesałam włosy od razu jak wstałam. Nie mam szopy. Uświadomiłam sobie że mimo śmierci rodziców życie toczy się dalej. Muszę przeżyć jakoś z tym faktem. Humor mi się poprawił. Nie jest źle. Jeszcze po rozmowach z Haroldem jest już w ogóle pięknie. Rozmawialiśmy tak do ok. 11. Potem stwierdziłam że będę dalej z nim rozmawiała, ale się ubiorę i wyjdę z laptopem na dwór. Ubrałam się w turkusową dużą koszulkę z krótkim rękawem, krótkie czerwone spodenki i czerwone Converse za kostkę. Wzięłam laptopa i wodę. Wyszłam i położyłam się na hamaku w ogrodzie. Zadzwoniłam do niego na Skype i on też już jest ubrany. Pierwsze co powiedział to naturalnie:
- Ładnie wyglądasz.
Zaśmiałam się bo wszyscy mi mówią że ładnie wyglądam, jestem piękna i wgl. Ja się z tym nie zgadzam. Ale nigdy nikt mnie nie słucha. Po jakiejś godzinie do Hazzy dołączył Liam. Li jest spoko. Fajnie się z nim gada i co chwilę we dwóch odwalają jakieś dzikie miny.
- Cieszę się że znowu się uśmiechasz.-powiedział po chwili Harry.
Zarumieniłam się i spuściłam głowę w dół nerwowo poprawiając włosy. Po chwili usłyszałam słodki chichot Harolda.
- Jakbyś siedział teraz obok mnie dostałbyś w łeb.-powiedziałam.
- Wiesz że cię lubię.-odparł.
Zaczęłam się śmiać. Nie lubię jak ktoś mi prawi komplementy , a to chyba można nazwać komplementem. Strasznie tego nie lubię. Żałoba minęła i mój brat dziś do pracy poszedł już w oczojebnej pomarańczowej koszulce. On bez niej życia nie widzi. Wracając do naszej rozmowy. Boję się podnieść głowę do góry przez co on się słodko śmieję. Tęsknię za nim. Poprawiłam włosy i podniosłam głowe.
- Tęsknie za tobą Hazza.-powiedziałam ze smutną miną.
- Niedługo się zobaczymy.-odparł.
- I znowu pojedziesz...-dodałam.
- Jak to Alex powiada: Life is brutal.-odparł, a ja się zasmiała.
- Za ile przylatujecie?-zapytałam zaciekawiona.
- Za dwa tygodnie.-powiedział.
Pogadaliśmy jeszcze i za chwilę obok mnie pojawiła się Kate.
- Która godzina?-zapytałam.
Zdziwiłam się strasznie bo szybko zleciało.
- Za dwa tygodnie chłopaki przylatują do Polski!!!-krzyknęłam.
Kate jak to usłyszała zaczęła skakać po całym ogrodzie. Alex chyba też top usłyszała bo zaczęła skakać razem z Kate.
- Ale to znaczy że w Warszawie będą za trzy tygodnie.-wytłumaczyłam im.
- No i co? Ale będą.-odparła Al.
Przywitały się z Harry'm. Pogadały i poszły męczyć się z lekcjami. Ja sobie zrobię jutro jak ich nie będzie. Jest wieczór i zrobiło się chłodno.Zatrzęsłam się z zimna. I chyba Hazza to zauważył.
- Zimno Ci ?-zapytał słodko.
Podczas naszej dzisiejszej rozmowy on robi słodkie minki. Ogólnie taki słodki się zrobił. Po raz pierwszy nawet nie chce mi się wymiotować z jego słodkości.
- Tak trochę.-odparłam.
- Jakbym był obok Ciebie przytuliłbym Cię.-powiedział.
Jak to powiedział od razu zrobiło mi się cieplej.
- Awwwww.-odparłam.
Zaśmiał się. Pogadaliśmy jeszcze z godzinę i kazał mi iść spać bo jego zdaniem zapewne zmęczona jestem.
- Dobranoc.-powiedział na pożegnanie.
- Słodkich snów.-odparłam.
Wyłączyłam laptopa i poszłam do domu. Wszyscy siedzieli razem przed telewizorem i oglądali jakiś film. Poszłam do siebie do pokoju. Odłożyłam lapka na miejsce i usiadłam na łóżku patrząc się na drzwi.
- Jutro idziemy na rozdzielenie majątku.-powiedział Mark jak wszedł do pokoju.
- Nom, tamten już czeka na całość.-odparłam.
- Nie bój żaby.-powiedział.
Pocałował mnie w czoło i poszedł. Ja wstałam, wzięłam rzeczy i poszłam do łazienki. Weszłam pod prysznic. Siedziałam w łazience ok. godzinę. Przebrałam się w piżamę i weszłam pod moją cieplutką kołderkę. Od razu zasnęłam.
-----------------------------------------------------------
Przepraszam że tak długo nic nie było. Na całe szczęście zostaję na noc u babci i udało mi sie wstawić ten rozdział. U mnie brak neta :(
Tak więc tytuł jest tytułem piosenki Jonas Brothers :D
Mam nadzieję że się podoba.
Jak myślicie czy z Harolda i Abigail rzeczywiście będzie para ?
Wasza Abigail :*
SWAG SWAG !
środa, 18 lipca 2012
niedziela, 15 lipca 2012
#8 ..."I Can Get You On My Mind"...
***** 3 dni później ****
Odkąd ten wypadek miał zdarzenie nie miałam kontaktu z Harry'm. Nadszedł dzień pogrzebu. Za cały pogrzeb, pochówek płacił Mark bo Greg czekał tylko i wyłącznie na spadek. Ojciec kilka razy dzwonił, ale ja nie miałam zamiaru z nim rozmawiać. Razem z Alex wstałyśmy około 10 i się ogarnęłyśmy. Po raz pierwszy użyłam tuszu do rzęs. Ubrałam się w czarną sukienkę do połowy uda z rękawem 3/4, moje długie czarne Converse i długi czarny sweterek. Alex założyła czarnż sukienkę też do połowy uda, ale na ramiączka, czarne balerinki i długi czarny sweter. Stypa u Marka. Ok. 12 pojechaliśmy do kościoła. Spotkałam tam resztę rodziny. Wszyscy mnie wyściskali i mówili że będzie dobrze. Byli także rodzice Alex i KAte wraz z rodzicami. Kate wyglądała nie najlepiej. U niej też problemy i to nie byle jakie. Jej rodzice jak wypija to ona nie odzywa się do nikogo przez tydzień. Ojciec ją kilka razy pobił. Chciali zrobić z niej "kogoś" jak to jej tata powiedział kiedyś. Alex jakoś nie całkiem gadała z rodzicami. W ciągu tych kilku dni rozmawiałyśmy bardzo dużo na temat wyjazdu do Londynu. Żeby tak zamieszkać. Postanowiłyśmy że na stypie pogadamy też o tym z Kate. Mark powiedział że by się zgodził, ale jakbym miała tam kogoś kto by mi pomógł jakby się coś działo. Ja nie wiedziałam co o tym myśleć. Całą ceremonię przepłakałam razem z babcią. Później pojechaliśmy do Mark'a. Stypa. Norma jak norma. Przepłakałam prawie całą. Cała rodzina mnie wyprzytulała i wszyscy mówili że będzie dobrze. Ja jednak myślę inaczej. Bez mamy już nie może być tak samo. Nikt mnie nie będzie pouczał jak ona, nikt mnie nie nauczy różnych rzeczy. Wszystkieo nauczyłam się od niej. Ojcicec do mnie już nawet nie podchodził. Postanowiłam zamieszkać z Mark'iem. Alex też na jakiś czas. Jej rodzice nie zdawali sobie sprawy jaką krzywdę jej tym zrobili. Kate jakaś cicha była. Nie odzywała się nic, a nic. Podeszłam do niej.
- Ej, co się stało skarbie?-zapytałam.
- Bo wy mieszkacie tutaj, a ja muszę mieszkać z rodzicami. Oni ze mną nie rozmawiają tylko zgrywają dobrych rodziców jak coś nabroję.-powiedziała smutno.
- Ty też ? -zapytałam.
- Tak ja też.-odparła.
Ona tak samo jak i my mamy problemy z rodzicami.
- Mark czy Kate mogłaby zostać na kilka nocek tutaj ? -zapytałam brata.
- Jasne tylko żebyście nie odwalały nic. - odparł przyjaźnie.
Razem z Alex poszłyśmy się przebrać i poszłyśmy do Kate po jej rzeczy. Wyszłyśmy.
- Ja nie chcę mieszkać z rodzicami.-rozpłakała się po drodze Kate.
- Dlaczego ? -spytałam. Wiem że jest źle, ale nie sądziłam że aż tak.
- Bo oni. Zresztą sama zobacz.-powiedziała i pokazała nam siniaki na rękach i nogach. Nie wiedziałam że ją tam biją. Przytuliłyśmy ją. Teraz już wiem. Ja nie chcę wracać do ojca i musimy trzymać się razem.
- Idziemy do ciebie teraz i bierzemy twoje rzeczy.-powiedziałam.
- Ale ja napewno nie będę przeszkadzała, przecież Mark ma rodzinę i wy tam jesteście nie będę przeszkadzała ? -zapytała.
- Ani trochę, przecież powiedział że możesz się zatrzymać u niego. - odparłam.
Jestem jeszcze całkiem przybita całą tą sytuacją. Dlaczego właśnie my trafiłyśmy na takich rodziców ? Rozumiem , ale ja dla swoich dzieci, których i tak nie będę miała nigdy taka nie będę. Doszłyśmy i boimy się wejść. Nie wiemy jak uniknąć awantury. Weszłyśmy i na całe szczęście rodzice Kate śpią. Poszłyśmy do niej i zaczęłyśmy pakować jej rzeczy do torby. Buty, ubrania, książki i wgl. Zeszłyśmy na dół. Kate postanowiła zostawić im kartkę że nie ma zamiaru dalej się z nimi męczyć. Pomyślałam że ja też jeszcze wejdę do siebie i wezmę kilka rzeczy. Wzięłyśmy rzeczy Kate i poszłyśmy do mnie. Drzwi są otwarte. Weszłyśmy do salonu a tam widok.... Załamałam się. Mój ojciec leży nieżywy na kanapie. Skąd wiem że nieżywy? Bo widać że nie oddycha. Łzy po raz kolejny zaczęły lecieć mi z oczu. Zadzwoniłyśmy po karetkę. Przyjechali po kilku minutach tak samo jak Mark, którego zawiadomiłam zaraz po zadzwonieniu do szpitala. Przytulił mnie i spytał jak to się stało. Opowiedziałam mu że tak leżał jak weszłyśmy. Poszłam na górę i wzięłam kilka rzeczy. Właściwie to wszystkie. Jestem ciekawa co się ze mną teraz stanie skoro moi rodzice nie żyją. To znaczy ojca może da się odratować, ale szczerze wątpię. Zapłakana zeszłam na ół i poprosiłąm brata żeby wziął resztę. Dziewczyny płakały razem ze mną. Od kilku dni nie rozmawiam z Harry'm załamka. W końcu będę musiała jakoś porozmwiać z nim. Mark zawiózł nas do siebie, a sam pojechał do szpitala. Weronika żona Mark'a od razu mnie przytuliła. Poszłyśmy z dziewczynami do naszego pokoju i położyłyśmy się spać.
***Następny dzień***
Obudziłam się z płaczem. Jak od wypadku mamy. Dzisiaj zadzwonię do Hazzy. Muszę dać znak życia. Jestem sama w pokoju czyli dziewczyny już wstały. Jest 6:25. Od tych kilku dni wstaję bardzo wcześnie. Poniedziałek i trzeba iść do szkoły. Zeszłam na dół i tak jak myślałam dziewczyny razem z Mark'iem siedzą w kuchni.
- Hej.-przywitałam się cicho poprzez płacz.
- Hej...-odparli wszyscy smutno.
- I co z nim?-zapytałam kirując wzrok ku bratu.
- On, on on - jąka się Mark-on nie żyje.-skończył.
Popłakałam się jak małe dziecko. Przytuliłam się do brata i zaraz do uścisku dołączyły dziewczyny. Nie mogę pochamować łez. Jeszcze nigdy nie czułam takiego bólu.
- Nie idziesz dziś do szkoły.-oznajmił mi Mark.
- Dlaczego ? -zapytałam.
- Nie jesteś w stanie na naukę. Pójdziesz w przyszłym tygodniu, a wy dziewczyny albo idziecie albo możecie tylko dzisiaj z nią zostać w domu.-powiedział.
- My z nią zostaniemy i jutro pójdziemy-powiedziała Al.
Poszłam z płaczem do naszego pokoju. Mark ma kilka wolnych pokoi, ale my wolimy spać razem. W Londynie jest 5:40 więc zadzwonię do Harolda później. Położyłam się i zasnęłam.
Obudziłam się. Paczam na zegarek 10:30. Dobra, mogę wstać. Zawsze zastanawiałam się jak to jest stracić dwie ważne osoby. Teraz już wiem. W ciągu ostatnich kilku dni uświdomiłąm sobie jak bardzo mi zależało na matce. Na ojcu prawie wcale. Ja nie tolerowałam tego człowieka. Ale żeby nie bylo tez go opłakuję. Zeszłam na dół. Dziewczyny siedzą i oglądają teleiwzję. Weszłam do kuchni i wzięłam wodę. Usiadłam obok nich.
- Jak się czujesz? zapytała Kate.
- Znośnie..-odparłąm.
Al mnie przytuliła.
- Idę coś zjeść.-oznajmiłam po chwili.
Wróciłam do kuchni i zrboiłam sobie kanapki z dżemem truskawkowym i kakałko. Wróciłam do dziewczyn i zjadłam przy nich żeby mi uwierzyły że coś jadłam. Odstawiłam naczynia do zmywarki. Poszłam do pokoju. Spoko w Londynie jest 10:00. Wzięłam telefon i wysłałam Harry'emu sms-a czy już nie śpi. Na odpowiedź nie czekałam długo napisał że może ze mną nawet na Skype porozmwiać bo mają wolne. Wzięłam laptopa i położyłam się z nim na łóżku. Chwilę czekam i zaraz na ekranie pojawia się mordka Hazzy. Od razu jakoś lepiej mi się zrobiło.
Dlaczego się nie odzywałaś tyle czasu?-pierwsze pytanie skierowane do mnie.
Wytłumaczyłąm mu przez płacz to co się wydarzyło w ostatnich dniach. Pocieszał mnie i sam się popłakał. Jak on zaczął płakać byłam pewna swoich uczuć co do niego. On zawsze ze mną placze, zawsze się ze mną śmieje itd. Normalnie lepszego człowieka nie znam. Opowiedziałam mu że przez cały tydzień mam zostać w domu. Ucieszył się jak mu to powiedziałam bo mają cały tydzień wolny, a potem trasa po Europie. Zdradził mi w sekrecie że będą w Warszawie i że napewno mnie odwiedzą. Zaraz obok niego na ekranie pojawił się Louis, który zaczął za głową Harry'ego robić dziwne miny. Po raz pierwszy od dłuższego czasu się zaśmiałam. Harry skarcił Lou wzrokiem. Tamten postawił krzesło obok Hazzy i usiadł na nim. I w ten sposób przegadaliśmy cały dzień. Wieczorem dziewczyny przyszły i gadały z nami. Chłopaki zawołali jeszce resztę i juz mieliśmy rozmowę w siódemkę. Zayn cały czas gapił się w stronę Al, a Niall w stronę Kate. Jak to zauważyłam od razu spojrzałam porozumiewawczo na Hazzę. Zaczęliśmy się śmiać. Czuję się dużo lepiej odkąd ich zobaczyłam. Zrobiło się późno i Mark kazał nam iść spać. Z ciekawości spojrzał mi w ekran i zobaczył piątke kolesi. Jak chłopcy go zobaczyli powiedzieli mu jedncześnie : Hello! Mark poszedł przyszedł Wictor. Wszedł na łóżko i usiadł mi na kolanach. Chłopaki zaczęłi się wypytywać ile ma lat i takie te. Odpowiedziałam im że Wictor ma 2 lata i jest synem Mark'a. Mały spojrzał na nich, a potem na moją ścianę z plakatami. Od razu skojarzył ich. Wziął płytę Up All Night i pokazał najpierw na płytę potem na chłopaków. Musiałam mu wytłumaczyć wszystko, a i tak pewnie nic nie zrozumiał. Wictor poszedł spać do siebie, a my jeszcze chwilę gadałyśmy z chłopakami, Alex i Zayn wymienili się numerami tak samo jak Niall z Kate. Coś przeczuwam że może coś z tego wyjść. Pożegałyśmy się i zasnęłyśmy.
Odkąd ten wypadek miał zdarzenie nie miałam kontaktu z Harry'm. Nadszedł dzień pogrzebu. Za cały pogrzeb, pochówek płacił Mark bo Greg czekał tylko i wyłącznie na spadek. Ojciec kilka razy dzwonił, ale ja nie miałam zamiaru z nim rozmawiać. Razem z Alex wstałyśmy około 10 i się ogarnęłyśmy. Po raz pierwszy użyłam tuszu do rzęs. Ubrałam się w czarną sukienkę do połowy uda z rękawem 3/4, moje długie czarne Converse i długi czarny sweterek. Alex założyła czarnż sukienkę też do połowy uda, ale na ramiączka, czarne balerinki i długi czarny sweter. Stypa u Marka. Ok. 12 pojechaliśmy do kościoła. Spotkałam tam resztę rodziny. Wszyscy mnie wyściskali i mówili że będzie dobrze. Byli także rodzice Alex i KAte wraz z rodzicami. Kate wyglądała nie najlepiej. U niej też problemy i to nie byle jakie. Jej rodzice jak wypija to ona nie odzywa się do nikogo przez tydzień. Ojciec ją kilka razy pobił. Chciali zrobić z niej "kogoś" jak to jej tata powiedział kiedyś. Alex jakoś nie całkiem gadała z rodzicami. W ciągu tych kilku dni rozmawiałyśmy bardzo dużo na temat wyjazdu do Londynu. Żeby tak zamieszkać. Postanowiłyśmy że na stypie pogadamy też o tym z Kate. Mark powiedział że by się zgodził, ale jakbym miała tam kogoś kto by mi pomógł jakby się coś działo. Ja nie wiedziałam co o tym myśleć. Całą ceremonię przepłakałam razem z babcią. Później pojechaliśmy do Mark'a. Stypa. Norma jak norma. Przepłakałam prawie całą. Cała rodzina mnie wyprzytulała i wszyscy mówili że będzie dobrze. Ja jednak myślę inaczej. Bez mamy już nie może być tak samo. Nikt mnie nie będzie pouczał jak ona, nikt mnie nie nauczy różnych rzeczy. Wszystkieo nauczyłam się od niej. Ojcicec do mnie już nawet nie podchodził. Postanowiłam zamieszkać z Mark'iem. Alex też na jakiś czas. Jej rodzice nie zdawali sobie sprawy jaką krzywdę jej tym zrobili. Kate jakaś cicha była. Nie odzywała się nic, a nic. Podeszłam do niej.
- Ej, co się stało skarbie?-zapytałam.
- Bo wy mieszkacie tutaj, a ja muszę mieszkać z rodzicami. Oni ze mną nie rozmawiają tylko zgrywają dobrych rodziców jak coś nabroję.-powiedziała smutno.
- Ty też ? -zapytałam.
- Tak ja też.-odparła.
Ona tak samo jak i my mamy problemy z rodzicami.
- Mark czy Kate mogłaby zostać na kilka nocek tutaj ? -zapytałam brata.
- Jasne tylko żebyście nie odwalały nic. - odparł przyjaźnie.
Razem z Alex poszłyśmy się przebrać i poszłyśmy do Kate po jej rzeczy. Wyszłyśmy.
- Ja nie chcę mieszkać z rodzicami.-rozpłakała się po drodze Kate.
- Dlaczego ? -spytałam. Wiem że jest źle, ale nie sądziłam że aż tak.
- Bo oni. Zresztą sama zobacz.-powiedziała i pokazała nam siniaki na rękach i nogach. Nie wiedziałam że ją tam biją. Przytuliłyśmy ją. Teraz już wiem. Ja nie chcę wracać do ojca i musimy trzymać się razem.
- Idziemy do ciebie teraz i bierzemy twoje rzeczy.-powiedziałam.
- Ale ja napewno nie będę przeszkadzała, przecież Mark ma rodzinę i wy tam jesteście nie będę przeszkadzała ? -zapytała.
- Ani trochę, przecież powiedział że możesz się zatrzymać u niego. - odparłam.
Jestem jeszcze całkiem przybita całą tą sytuacją. Dlaczego właśnie my trafiłyśmy na takich rodziców ? Rozumiem , ale ja dla swoich dzieci, których i tak nie będę miała nigdy taka nie będę. Doszłyśmy i boimy się wejść. Nie wiemy jak uniknąć awantury. Weszłyśmy i na całe szczęście rodzice Kate śpią. Poszłyśmy do niej i zaczęłyśmy pakować jej rzeczy do torby. Buty, ubrania, książki i wgl. Zeszłyśmy na dół. Kate postanowiła zostawić im kartkę że nie ma zamiaru dalej się z nimi męczyć. Pomyślałam że ja też jeszcze wejdę do siebie i wezmę kilka rzeczy. Wzięłyśmy rzeczy Kate i poszłyśmy do mnie. Drzwi są otwarte. Weszłyśmy do salonu a tam widok.... Załamałam się. Mój ojciec leży nieżywy na kanapie. Skąd wiem że nieżywy? Bo widać że nie oddycha. Łzy po raz kolejny zaczęły lecieć mi z oczu. Zadzwoniłyśmy po karetkę. Przyjechali po kilku minutach tak samo jak Mark, którego zawiadomiłam zaraz po zadzwonieniu do szpitala. Przytulił mnie i spytał jak to się stało. Opowiedziałam mu że tak leżał jak weszłyśmy. Poszłam na górę i wzięłam kilka rzeczy. Właściwie to wszystkie. Jestem ciekawa co się ze mną teraz stanie skoro moi rodzice nie żyją. To znaczy ojca może da się odratować, ale szczerze wątpię. Zapłakana zeszłam na ół i poprosiłąm brata żeby wziął resztę. Dziewczyny płakały razem ze mną. Od kilku dni nie rozmawiam z Harry'm załamka. W końcu będę musiała jakoś porozmwiać z nim. Mark zawiózł nas do siebie, a sam pojechał do szpitala. Weronika żona Mark'a od razu mnie przytuliła. Poszłyśmy z dziewczynami do naszego pokoju i położyłyśmy się spać.
***Następny dzień***
Obudziłam się z płaczem. Jak od wypadku mamy. Dzisiaj zadzwonię do Hazzy. Muszę dać znak życia. Jestem sama w pokoju czyli dziewczyny już wstały. Jest 6:25. Od tych kilku dni wstaję bardzo wcześnie. Poniedziałek i trzeba iść do szkoły. Zeszłam na dół i tak jak myślałam dziewczyny razem z Mark'iem siedzą w kuchni.
- Hej.-przywitałam się cicho poprzez płacz.
- Hej...-odparli wszyscy smutno.
- I co z nim?-zapytałam kirując wzrok ku bratu.
- On, on on - jąka się Mark-on nie żyje.-skończył.
Popłakałam się jak małe dziecko. Przytuliłam się do brata i zaraz do uścisku dołączyły dziewczyny. Nie mogę pochamować łez. Jeszcze nigdy nie czułam takiego bólu.
- Nie idziesz dziś do szkoły.-oznajmił mi Mark.
- Dlaczego ? -zapytałam.
- Nie jesteś w stanie na naukę. Pójdziesz w przyszłym tygodniu, a wy dziewczyny albo idziecie albo możecie tylko dzisiaj z nią zostać w domu.-powiedział.
- My z nią zostaniemy i jutro pójdziemy-powiedziała Al.
Poszłam z płaczem do naszego pokoju. Mark ma kilka wolnych pokoi, ale my wolimy spać razem. W Londynie jest 5:40 więc zadzwonię do Harolda później. Położyłam się i zasnęłam.
Obudziłam się. Paczam na zegarek 10:30. Dobra, mogę wstać. Zawsze zastanawiałam się jak to jest stracić dwie ważne osoby. Teraz już wiem. W ciągu ostatnich kilku dni uświdomiłąm sobie jak bardzo mi zależało na matce. Na ojcu prawie wcale. Ja nie tolerowałam tego człowieka. Ale żeby nie bylo tez go opłakuję. Zeszłam na dół. Dziewczyny siedzą i oglądają teleiwzję. Weszłam do kuchni i wzięłam wodę. Usiadłam obok nich.
- Jak się czujesz? zapytała Kate.
- Znośnie..-odparłąm.
Al mnie przytuliła.
- Idę coś zjeść.-oznajmiłam po chwili.
Wróciłam do kuchni i zrboiłam sobie kanapki z dżemem truskawkowym i kakałko. Wróciłam do dziewczyn i zjadłam przy nich żeby mi uwierzyły że coś jadłam. Odstawiłam naczynia do zmywarki. Poszłam do pokoju. Spoko w Londynie jest 10:00. Wzięłam telefon i wysłałam Harry'emu sms-a czy już nie śpi. Na odpowiedź nie czekałam długo napisał że może ze mną nawet na Skype porozmwiać bo mają wolne. Wzięłam laptopa i położyłam się z nim na łóżku. Chwilę czekam i zaraz na ekranie pojawia się mordka Hazzy. Od razu jakoś lepiej mi się zrobiło.
Dlaczego się nie odzywałaś tyle czasu?-pierwsze pytanie skierowane do mnie.
Wytłumaczyłąm mu przez płacz to co się wydarzyło w ostatnich dniach. Pocieszał mnie i sam się popłakał. Jak on zaczął płakać byłam pewna swoich uczuć co do niego. On zawsze ze mną placze, zawsze się ze mną śmieje itd. Normalnie lepszego człowieka nie znam. Opowiedziałam mu że przez cały tydzień mam zostać w domu. Ucieszył się jak mu to powiedziałam bo mają cały tydzień wolny, a potem trasa po Europie. Zdradził mi w sekrecie że będą w Warszawie i że napewno mnie odwiedzą. Zaraz obok niego na ekranie pojawił się Louis, który zaczął za głową Harry'ego robić dziwne miny. Po raz pierwszy od dłuższego czasu się zaśmiałam. Harry skarcił Lou wzrokiem. Tamten postawił krzesło obok Hazzy i usiadł na nim. I w ten sposób przegadaliśmy cały dzień. Wieczorem dziewczyny przyszły i gadały z nami. Chłopaki zawołali jeszce resztę i juz mieliśmy rozmowę w siódemkę. Zayn cały czas gapił się w stronę Al, a Niall w stronę Kate. Jak to zauważyłam od razu spojrzałam porozumiewawczo na Hazzę. Zaczęliśmy się śmiać. Czuję się dużo lepiej odkąd ich zobaczyłam. Zrobiło się późno i Mark kazał nam iść spać. Z ciekawości spojrzał mi w ekran i zobaczył piątke kolesi. Jak chłopcy go zobaczyli powiedzieli mu jedncześnie : Hello! Mark poszedł przyszedł Wictor. Wszedł na łóżko i usiadł mi na kolanach. Chłopaki zaczęłi się wypytywać ile ma lat i takie te. Odpowiedziałam im że Wictor ma 2 lata i jest synem Mark'a. Mały spojrzał na nich, a potem na moją ścianę z plakatami. Od razu skojarzył ich. Wziął płytę Up All Night i pokazał najpierw na płytę potem na chłopaków. Musiałam mu wytłumaczyć wszystko, a i tak pewnie nic nie zrozumiał. Wictor poszedł spać do siebie, a my jeszcze chwilę gadałyśmy z chłopakami, Alex i Zayn wymienili się numerami tak samo jak Niall z Kate. Coś przeczuwam że może coś z tego wyjść. Pożegałyśmy się i zasnęłyśmy.
wtorek, 10 lipca 2012
#7 ..." Moje Życie Nie Mów Mi Co Mam Robić! "...
Dzień za dniem mijają tak samo. Z dnia na dzień tęsknię coraz bardziej. Staram się żyć normalnie, ale z dnia na dzień jest coraz trudniej. Podczas jego pobytu tutaj strasznie się zbliżyliśmy do siebie. Zaczęłam znowu tańczyć. Jedynymi osobami widzącymi co się ze mną dzieje są Alex, Kate, Kamil i Kacper. Moi rodzice jak zawsze twierdzą że praca jest najważniejsza. Ja bym mogła być chora na jakiegoś tyfusa , a oni by mi kazali siedzieć samej w domu. Norma, jak zawsze mają mnie gdzieś. Nie raz zagroziłam że się wyprowadzę, ale im to wali. Przyzwyczaiłam się. Codziennie rano zawsze myślę jakby to było jakbym poleciała do Londynu. Lecz nie sama z dziewczynami. Im też nie jest zbyt dobrze. U mnie jeszcze jest przerąbane to że ojciec czasami lubi wypić przez co ja idę na noc do Alex.Nie ma dnia żebym nie uroniła łez. Wszyscy myślą: Ta to ma życie udane, rodzice mają własną firmę, ma przyjaciół i w ogóle. Wcale tak nie jest. No dobra rodzice bogaci, mam przyjaciół, ale czy pieniądze się liczą zawsze i wszędzie? Odwieczne życiowe pytanie. Lecz przerywając moje przemyślenie przejdźmy do tego co się dzieje.
Wstałam ok. 12. Wyszłam na balkon zaczerpnąć porannego powietrza. Kolejny ciepły dzień. Tak, od jego wyjazdu minęły 2 tygodnie. Staram się nie używać imienia Harry ponieważ jak je słyszę to od razu chce mi się płakać. Zaczynam o nim myśleć, a wtedy zawsze wpadam w kłopoty. Wczorajszego wieczoru gadałam z Louis'em. Powiedział że Harry zrobił się jakiś nieobecny odkąd przyleciał z Polski. Nie wiem co mam o tym myśleć. Ale dobra może kiedyś mi opowie o co chodzi. Moje wszelkie przemyślenia przerwała Kate, która właśnie weszła do mego pokoju.
- Hej skarbie.-przywitała się ze mną przyjaciółka.
- Hej.-odparłam.|
- Co dzisiaj robimy ?-zapytała.
- Ja to bym poszła po sklepach połazić.-oznajmiłam.
- To idź się ogarnij i idziemy. -odparła z entuzjazmem ciemnowłosa.
Ruszyłam do łazienki. Ogarnęłam się. Włosy związałam w wysoką kitkę. Poszłam do garderoby po ubrania. Wzięłam obcisłe, szare rurki, czarną bokserkę i koszulę w czerwoną kratę. Ubrałam się i wróciłam do pokoju.
- No teraz wyglądasz jak człowiek.-powiedziała przyjaciółka zerkając na mnie.
- Dzięki.-odparłam.
Na lewą rękę założyłam czerwoną bandamkę. . Ze względu na rany po samookalaczaniu się. Mądre rozwiązanie to to nie było, ale dawało wielką ulgę. Nie tylko ja mam takie ślady. Alex i Kate też.
- Dobra , jeszcze pójdę zjem coś i możemy wychodzić.-oznajmiłam.
- JEDZENIE!!!!-wydarła się Kate.
Nie ma dnia, godziny, minuty , a nawet sekundy żeby Kate nie była głodna. Ona zje zawsze i wszędzie wszystko. Zeszłam na dół, gdzie już buszuje Kate. Zrobiła sobie kanapki z Nutellą , a ja zrobiłam sobie płatki z mlekiem. Zjadłyśmy, wzięłam pieniądze i zamknęłam dom. Poszłyśmy po Alex. Na całe szczęście już była gotowa. Tak więc już od kilku minut idziemy ulicami Warszawy. Cudowne słońce grzeje nam w twarze. Dobrze, że w torbie, którą wzięłam zostały okulary przeciwsłoneczne.
Pochodziłyśmy po sklepach. Po jakimś czasie jak to norma, zrobiłyśmy się głodne. Poszłyśmy do Subway. Jak zawsze, tylko tam. Zamówiłyśmy kanapki i usiadłyśmy przy wolnym stoliku. Po kilku minutach podeszło do nas kilka dziewczyn. Directionerki, stwierdziłam patrząc na ich koszulki.
- Abiagil?-zapytała jedna.
- Tak, a jakiś problem?-odparłam.
- Tak. problem.-odpowiedziała druga.
- Jaki?-zapytałam.
- Masz się odwalić od Harry'ego.-sykneła.
- Bo co?-zapytałam kpiąco.
-Harry jest nasz. Możesz nadal być Directionerkś, ale daj mu spokój.-powiedziała.
- Bój bo się posłucham.-odparłam śmiejąc się.
Tamta podeszła do mnie i uderzyła w twarz.
-Daj mu spokój.-syknęła blondyna.
Oddałam jej dwa razy mocniej.
- Mówiłam już chyba że mam was gdzieś.-powiedziałam.
- Lepiej daj mu spokój.-syknęła kolejna.
Nie wiedziałam, która co gada bo jednak było ich około 7.
- Moje życie nie mów mi co mam robić.-odparłam już zdenerwowana.
- Nie chcemy żeby Harry zadawał się z taką szmatą jak ty.-powiedziała "groźnie".
Jej się wydawalo że ja się wystraszę. Myliła się i to bardzo.
- Po pierwsze szmatą to może ty jesteś, po drugie to jest moje życie i nikt nie będzie mi mówił z kim mam się zadawać. I lepiej uważaj bo ta rozmowa źle się skończy dla ciebie i twoich kumpeli.-powiedziałam wrednie.
Zwinęły się i poszły.
- Ej, wszystko w porządku?-spytała Kate.
- Tsa.-odparłam.
Piekła mnie twarz. Nie na tyle żeby mi cos było. Zjadłyśmy i ruszyłyśmy z powrotem do domu. Jak wyszłyśmy okazalo sie że 17 jest. Wróciłyśmy do domów. Weszłam do siebie na podwórko i już wiedzialam że coś jest nie tak jak trzeba. Miałam racje.Jak weszłam do domu mój ojciec siedział zapity nakanapie.
- Coś sie stało?-zapytałam.
- Twoja matka nie żyje.-wybulgotał.
- Że Co ?!?!?!-wydarłam się.
- Nie drzyj mi się tutaj.-powiedział podniesionym głosem.
- Ale co sie stało?-spytałam.
Nie chciałam wierzyc muw to co powiedział. Zawsze jak był pijany wymyślał różne rzeczy. Chciałam żeby i tamtym razem tak było.
- Gadaj se z babką.-odparł oschle.
Pobiegłam do swojego pokoju i wyjęłam z kieszeni telefon. Zadzwoniłam do babci. Niestety potwierdziła to co powiedział ojciec. Rozłączyłam się i opadłam z płaczem na łóżko. Nie wiedziałam co mam robić. Ojciec nie da sobie ze mną rady, a ja jeszcze nie jestem pełnoletnia. Postanowiłam pójść porozmawiać z Alex. Jak zeszłam na dół mój ojciec wstał i podszedł do mnie.
- To wszystko twoja wina !-wydarł mi się prosto w twarz.
- Niby dlaczego. To ty zawsze miałeś nas gdzieś. Byłyśmy tak naprawdę same. Interesowalo Cię tylko to żeby sie schlać.-odparłam.
Uderzył mnie w twarz. Łzy zaczęly mi płynąć z oczu jeszcze bardziej niz wcześniej. Wybiegłam z domu i pobiegłam do Alex. Jak zapukałam usłyszałam kłótnię. Jej rodzice się napili. Alex wybiegła z domu i złapała mnie za rękę. Pobiegłyśmy w stronę skateparku. Jak dobiegłyśmy obie usiadłyśmy na chodniku z płaczem.
- Wiem co sie stalo skarbie.-powiedziała przez łzy i mocno przytuliła. Rozpłakałam się na dobre. Miałam wtedy wszystko gdzieś nic mnie nie interesowało. Tylko żeby wyjechać , gdzieś niewiadomo gdzie i zostawić wszystkie problemy tutaj w Polsce. Moja matka zginęła w wypadku samochodowym. Jakis tir jechał za szybko, przejechał na czerwonym i w tym samym momencie moja mam jechała samochodem. Tir zgniótł cały samochód nie dając szzans na przeżycie mojej mamie. Załamałam się calkowicie. Posiedziałyśmy tak jeszce ze 3 godziny płacząc. Nie chciałam wracać do domu, ale jednak musialam. Po drodze do głowy wpadł mi pomysł żeby zadzwonić do Mark'a. Nigdy do Greg'a. Mark i Greg to moi starsi bracia. Są starsi o 10 lat. Greg jest chamem, myśli tylko o sobie zawsze upokażał mnie jak tylko nadażała się okazja. Mark zawsze mi pomagał z problemami. Tak więc zadzwoniłam do niego. Po kilku minutach podjechał po nas. Alex też zostaje u niego na noc. Najpierw podjechaliśmy do mnie i wzięłam swoje rzeczy. Potem poszedł z Alex do niej bo jej rodzice byli ostro pijani. Jak zawsze kłótnia i tu i tu, ale jakoś będzie. Wsiadłyśmy z nim do samochodu i pojechaliśmy do niego. Miał ccały czas zaszklone oczy. Też płakał. Ja i Mark byliśmy najbardziej zżyci z mamą. Jak dojechaliśmy wysiadłyśmy nie odzywając się nic a nic. Weszłyśmy i w środku powitała nas jego żona Weronika. Ona też płakała. Masakryczny widok. Mały już spał nie dziwię się bo była już 22. Poszłyśmy do pokoju, w którym zawsze nocujemy u nigo i poszłyśmy do łazienki się ogarnąć. Postanowiłyśmy spać razem. Nie miałam nawet chęci na rozmowę z Hazzą. Około 12 w nocy zasnęłyśmy.
--------------------------------------
Przepraszam znowu że tak długo nic nie wstawiałam, ale okropne problemy z internetem. Albo jest, albo nie ma. A jak jest to przez godzinę. Więc przepraszam teraz będę wstawiała jak tylko będę miała czas i oczywiście neta. Jak się podoba ?
Tytuł został wymyślony przez moją przyjaciółkę.
Jak myślicie ? Co się dalej wydarzy?
Czy Abigail i Harry się jeszcze spotkają ?
ZOSTAW KOMENTARZ !
Wstałam ok. 12. Wyszłam na balkon zaczerpnąć porannego powietrza. Kolejny ciepły dzień. Tak, od jego wyjazdu minęły 2 tygodnie. Staram się nie używać imienia Harry ponieważ jak je słyszę to od razu chce mi się płakać. Zaczynam o nim myśleć, a wtedy zawsze wpadam w kłopoty. Wczorajszego wieczoru gadałam z Louis'em. Powiedział że Harry zrobił się jakiś nieobecny odkąd przyleciał z Polski. Nie wiem co mam o tym myśleć. Ale dobra może kiedyś mi opowie o co chodzi. Moje wszelkie przemyślenia przerwała Kate, która właśnie weszła do mego pokoju.
- Hej skarbie.-przywitała się ze mną przyjaciółka.
- Hej.-odparłam.|
- Co dzisiaj robimy ?-zapytała.
- Ja to bym poszła po sklepach połazić.-oznajmiłam.
- To idź się ogarnij i idziemy. -odparła z entuzjazmem ciemnowłosa.
Ruszyłam do łazienki. Ogarnęłam się. Włosy związałam w wysoką kitkę. Poszłam do garderoby po ubrania. Wzięłam obcisłe, szare rurki, czarną bokserkę i koszulę w czerwoną kratę. Ubrałam się i wróciłam do pokoju.
- No teraz wyglądasz jak człowiek.-powiedziała przyjaciółka zerkając na mnie.
- Dzięki.-odparłam.
Na lewą rękę założyłam czerwoną bandamkę. . Ze względu na rany po samookalaczaniu się. Mądre rozwiązanie to to nie było, ale dawało wielką ulgę. Nie tylko ja mam takie ślady. Alex i Kate też.
- Dobra , jeszcze pójdę zjem coś i możemy wychodzić.-oznajmiłam.
- JEDZENIE!!!!-wydarła się Kate.
Nie ma dnia, godziny, minuty , a nawet sekundy żeby Kate nie była głodna. Ona zje zawsze i wszędzie wszystko. Zeszłam na dół, gdzie już buszuje Kate. Zrobiła sobie kanapki z Nutellą , a ja zrobiłam sobie płatki z mlekiem. Zjadłyśmy, wzięłam pieniądze i zamknęłam dom. Poszłyśmy po Alex. Na całe szczęście już była gotowa. Tak więc już od kilku minut idziemy ulicami Warszawy. Cudowne słońce grzeje nam w twarze. Dobrze, że w torbie, którą wzięłam zostały okulary przeciwsłoneczne.
Pochodziłyśmy po sklepach. Po jakimś czasie jak to norma, zrobiłyśmy się głodne. Poszłyśmy do Subway. Jak zawsze, tylko tam. Zamówiłyśmy kanapki i usiadłyśmy przy wolnym stoliku. Po kilku minutach podeszło do nas kilka dziewczyn. Directionerki, stwierdziłam patrząc na ich koszulki.
- Abiagil?-zapytała jedna.
- Tak, a jakiś problem?-odparłam.
- Tak. problem.-odpowiedziała druga.
- Jaki?-zapytałam.
- Masz się odwalić od Harry'ego.-sykneła.
- Bo co?-zapytałam kpiąco.
-Harry jest nasz. Możesz nadal być Directionerkś, ale daj mu spokój.-powiedziała.
- Bój bo się posłucham.-odparłam śmiejąc się.
Tamta podeszła do mnie i uderzyła w twarz.
-Daj mu spokój.-syknęła blondyna.
Oddałam jej dwa razy mocniej.
- Mówiłam już chyba że mam was gdzieś.-powiedziałam.
- Lepiej daj mu spokój.-syknęła kolejna.
Nie wiedziałam, która co gada bo jednak było ich około 7.
- Moje życie nie mów mi co mam robić.-odparłam już zdenerwowana.
- Nie chcemy żeby Harry zadawał się z taką szmatą jak ty.-powiedziała "groźnie".
Jej się wydawalo że ja się wystraszę. Myliła się i to bardzo.
- Po pierwsze szmatą to może ty jesteś, po drugie to jest moje życie i nikt nie będzie mi mówił z kim mam się zadawać. I lepiej uważaj bo ta rozmowa źle się skończy dla ciebie i twoich kumpeli.-powiedziałam wrednie.
Zwinęły się i poszły.
- Ej, wszystko w porządku?-spytała Kate.
- Tsa.-odparłam.
Piekła mnie twarz. Nie na tyle żeby mi cos było. Zjadłyśmy i ruszyłyśmy z powrotem do domu. Jak wyszłyśmy okazalo sie że 17 jest. Wróciłyśmy do domów. Weszłam do siebie na podwórko i już wiedzialam że coś jest nie tak jak trzeba. Miałam racje.Jak weszłam do domu mój ojciec siedział zapity nakanapie.
- Coś sie stało?-zapytałam.
- Twoja matka nie żyje.-wybulgotał.
- Że Co ?!?!?!-wydarłam się.
- Nie drzyj mi się tutaj.-powiedział podniesionym głosem.
- Ale co sie stało?-spytałam.
Nie chciałam wierzyc muw to co powiedział. Zawsze jak był pijany wymyślał różne rzeczy. Chciałam żeby i tamtym razem tak było.
- Gadaj se z babką.-odparł oschle.
Pobiegłam do swojego pokoju i wyjęłam z kieszeni telefon. Zadzwoniłam do babci. Niestety potwierdziła to co powiedział ojciec. Rozłączyłam się i opadłam z płaczem na łóżko. Nie wiedziałam co mam robić. Ojciec nie da sobie ze mną rady, a ja jeszcze nie jestem pełnoletnia. Postanowiłam pójść porozmawiać z Alex. Jak zeszłam na dół mój ojciec wstał i podszedł do mnie.
- To wszystko twoja wina !-wydarł mi się prosto w twarz.
- Niby dlaczego. To ty zawsze miałeś nas gdzieś. Byłyśmy tak naprawdę same. Interesowalo Cię tylko to żeby sie schlać.-odparłam.
Uderzył mnie w twarz. Łzy zaczęly mi płynąć z oczu jeszcze bardziej niz wcześniej. Wybiegłam z domu i pobiegłam do Alex. Jak zapukałam usłyszałam kłótnię. Jej rodzice się napili. Alex wybiegła z domu i złapała mnie za rękę. Pobiegłyśmy w stronę skateparku. Jak dobiegłyśmy obie usiadłyśmy na chodniku z płaczem.
- Wiem co sie stalo skarbie.-powiedziała przez łzy i mocno przytuliła. Rozpłakałam się na dobre. Miałam wtedy wszystko gdzieś nic mnie nie interesowało. Tylko żeby wyjechać , gdzieś niewiadomo gdzie i zostawić wszystkie problemy tutaj w Polsce. Moja matka zginęła w wypadku samochodowym. Jakis tir jechał za szybko, przejechał na czerwonym i w tym samym momencie moja mam jechała samochodem. Tir zgniótł cały samochód nie dając szzans na przeżycie mojej mamie. Załamałam się calkowicie. Posiedziałyśmy tak jeszce ze 3 godziny płacząc. Nie chciałam wracać do domu, ale jednak musialam. Po drodze do głowy wpadł mi pomysł żeby zadzwonić do Mark'a. Nigdy do Greg'a. Mark i Greg to moi starsi bracia. Są starsi o 10 lat. Greg jest chamem, myśli tylko o sobie zawsze upokażał mnie jak tylko nadażała się okazja. Mark zawsze mi pomagał z problemami. Tak więc zadzwoniłam do niego. Po kilku minutach podjechał po nas. Alex też zostaje u niego na noc. Najpierw podjechaliśmy do mnie i wzięłam swoje rzeczy. Potem poszedł z Alex do niej bo jej rodzice byli ostro pijani. Jak zawsze kłótnia i tu i tu, ale jakoś będzie. Wsiadłyśmy z nim do samochodu i pojechaliśmy do niego. Miał ccały czas zaszklone oczy. Też płakał. Ja i Mark byliśmy najbardziej zżyci z mamą. Jak dojechaliśmy wysiadłyśmy nie odzywając się nic a nic. Weszłyśmy i w środku powitała nas jego żona Weronika. Ona też płakała. Masakryczny widok. Mały już spał nie dziwię się bo była już 22. Poszłyśmy do pokoju, w którym zawsze nocujemy u nigo i poszłyśmy do łazienki się ogarnąć. Postanowiłyśmy spać razem. Nie miałam nawet chęci na rozmowę z Hazzą. Około 12 w nocy zasnęłyśmy.
--------------------------------------
Przepraszam znowu że tak długo nic nie wstawiałam, ale okropne problemy z internetem. Albo jest, albo nie ma. A jak jest to przez godzinę. Więc przepraszam teraz będę wstawiała jak tylko będę miała czas i oczywiście neta. Jak się podoba ?
Tytuł został wymyślony przez moją przyjaciółkę.
Jak myślicie ? Co się dalej wydarzy?
Czy Abigail i Harry się jeszcze spotkają ?
ZOSTAW KOMENTARZ !
wtorek, 3 lipca 2012
#6 ..." Catch My Flight 6am Gonna Be Gone Who Knows When"...
***Kilka Dni Później ***
Nadszedł dzień wylotu Harry'ego. Wstałam rano i poszłam do łazienki w celu wykonania porannej toalety. Umyłam się, rozczesałam włosy i zostawiłam je rozpuszczone. Poszłam do garderoby po ubrania. Założyłam czarne rurki, czerwoną bokserkę, czerwone Vansy i szarą bluzę. Po głowie w kółko chodziła mi jedna piosenka- Torn.
*** Harry ***
Najgorszy dzień w moim życiu. Dzień powrotu. Wracam do Londynu i niestety nia mogę zostać. Chciałbym wziąć ją ze sobą do Londynu. Niby jest tylko moją przyjaciółką, ale strasznie się do siebie zbliżyliśmy w ciągu tego tygodnia. W głowie mam jej ulubioną piosenkę Hot Chelle Rae- Keep You With Me. Ubrałem się i pochowałem pozostałe rzeczy do walizki. Po około godzinie usłyszałem że ktoś wchodzi do mojego pokoju. Zobaczyłem ją z zaszklonymi oczami. Mi też się chciało płakać, ale dzień wcześniej obiecałem jej że nie będę.
- Hej mała.-przywitałem się.
- Hej .-odparłą.
Podeszłam i przytuliłem ją mocno do siebie. Przytuliła mnie tak jakby nie chciała mnie puszczać. Pocałowałem ją we włosy. Będę tęsknił za jej zapachem, włosami, uśmiechem i jej odzywkami. Ale najbardziej będę tęsknił za tym słodkim widokiem jak się męczyła zakładając swoje długie czarne Converse. Będę tęsknił za jej śmiechem, za jej żartami i za tym jak za każdym razem się pytała jak ja mogę chodzić w krótkich Cenvers'ach. Stwierdziła że to dla niej niepojęte. Będę tęsknił za nią, po prostu będę za nią strasznie tęsknił i ona nawet nie zdaje sobie z tego sprawy.
- Musimy już jechać.-oznajmiłem patrząc na zegarek.
Łza ściekła jej po policzku, a ja ją szybko otarłem. Wyszliśmy z pokoju i zeszliśmy na dół. Wsiedliśmy do wcześniej zamówionej taksówki, która ma nas zawieść na lotnisko. Całą drogę próbowałem ją pocieszyć, rozśmieszyć. Na marne. Widać że ją też to bardzo dotknęło. Po jakimś czasie byliśmy już pod halą lotniska. Wysiedliśmy i wziąłem moje walizki. Zapłaciłem i po chwili staliśmy już w tłumie ludzi. Wszystko szło sprawnie, niestety. Chciałem żeby coś się stało, żeby móc spędzić jak najwięcej czasu z nią.
***Abigail***
Siedząc na lotnisku rozmyślałam jak to dalej będzie. On poleci, a ja znowu będę zwykłą szarą myszką. Będę wysłuchiwała od szkolnych plastików jaka to ja jestem beznadziejna. Zamknę się w sobie i znowu będę całe dnie spędzała przy fortepianie. Znowu zostaną nam rozmowy przez Skype, telefon i Twitter. Moi rodzice jak zawsze powiedzieli żebym sobie nie robiła nadziei bo Harry to gwiazdor i wgl. Ja ogólnie na temat 1D, Hot Chelle Rae i Allstar Weekend mam powiedziane żebym dała sobie spokój. Moi rodzice twierdzą że miecie idola to coś złego.
Z zamyśleń wyrwał mnie kobiecy głos, który kazał wsiadać na pokład samolotu. Do oczy znowu nabrały się łzy. Już musiał wsiadać. Rozkleilam się na dobre. Przytulił mnie i wyszeptałam mu na ucho:- Nie zapominaj o mnie, Proszę.
- Nigdy o tobie nie zapomnę.-powiedział już przez łzy.
- Dziękuję za wszystko Hazza.
- Nie ma za co.-odparł.
Jeszcze tylko 10 minut razem i załamka.
- Trzymaj.-powiedział i zdjął z nadgarstka swoją szczęśliwą bransoletkę.
- Nie mogę. -odparłam.
- Nie gadaj tylko trzymaj.-oodpowiedział.
Wcisnął mi ją w rękę i zacisnął moją dłoń w pięść.
- Pa. - pożegnał się.
- Pa.- odparłam i pocałowałam go w policzek.
Poszedł w kierunku pokładu samolotu. Pomachaliśmy sobie po raz ostatni. Podeszłam do szyby, przez którą widać odlatujące samoloty. Stanęłam i patrzyłam. Po kilku minutach samolot odleciał. Usiadłam zapłakana na ławkę. Otarłam łzy, założyłam jego bransoletkę na nadgarstek. Postanowiłam zadzwonić do Alex żeby po mnie przyjechała. Zgodziła się i oznajmiła mi że będzie za kilka minut. Wyszłam przed lotnisko i czekałam na nia na ławce. Tak jak powiedziała tak było. Po kilku minutach podjechała. Podeszła do mnie i mocno przytuliła. Wsiadłyśmy i odjechałyśmy. Przez całą drogę patrzyła się w szybę. Jak dojechałyśmy na miejsce bez słowa poszłam do domu. Zamknęłam się w pokoju i przepłakałam cały dzień. Wieczorem zadzwonił Harry. Oboje płakaliśmy. Po jakichś 3 godzinach płaczu zasnęłam.
--------------------------------------------------------------------------
Tak więc oto rozdział 6 :D
Tytuł pochodzi z piosenki Hot Chelle Rae- Keep You With Me :D
JEŚLI CZYTASZ ZOSTAW KOMENTARZ !
Naprawdę proszę o komentarze ponieważ ja nie wiem czy mam dla kogo pisać te nędzne wypociny.
Abigail ^^
Nadszedł dzień wylotu Harry'ego. Wstałam rano i poszłam do łazienki w celu wykonania porannej toalety. Umyłam się, rozczesałam włosy i zostawiłam je rozpuszczone. Poszłam do garderoby po ubrania. Założyłam czarne rurki, czerwoną bokserkę, czerwone Vansy i szarą bluzę. Po głowie w kółko chodziła mi jedna piosenka- Torn.
*** Harry ***
Najgorszy dzień w moim życiu. Dzień powrotu. Wracam do Londynu i niestety nia mogę zostać. Chciałbym wziąć ją ze sobą do Londynu. Niby jest tylko moją przyjaciółką, ale strasznie się do siebie zbliżyliśmy w ciągu tego tygodnia. W głowie mam jej ulubioną piosenkę Hot Chelle Rae- Keep You With Me. Ubrałem się i pochowałem pozostałe rzeczy do walizki. Po około godzinie usłyszałem że ktoś wchodzi do mojego pokoju. Zobaczyłem ją z zaszklonymi oczami. Mi też się chciało płakać, ale dzień wcześniej obiecałem jej że nie będę.
- Hej mała.-przywitałem się.
- Hej .-odparłą.
Podeszłam i przytuliłem ją mocno do siebie. Przytuliła mnie tak jakby nie chciała mnie puszczać. Pocałowałem ją we włosy. Będę tęsknił za jej zapachem, włosami, uśmiechem i jej odzywkami. Ale najbardziej będę tęsknił za tym słodkim widokiem jak się męczyła zakładając swoje długie czarne Converse. Będę tęsknił za jej śmiechem, za jej żartami i za tym jak za każdym razem się pytała jak ja mogę chodzić w krótkich Cenvers'ach. Stwierdziła że to dla niej niepojęte. Będę tęsknił za nią, po prostu będę za nią strasznie tęsknił i ona nawet nie zdaje sobie z tego sprawy.
- Musimy już jechać.-oznajmiłem patrząc na zegarek.
Łza ściekła jej po policzku, a ja ją szybko otarłem. Wyszliśmy z pokoju i zeszliśmy na dół. Wsiedliśmy do wcześniej zamówionej taksówki, która ma nas zawieść na lotnisko. Całą drogę próbowałem ją pocieszyć, rozśmieszyć. Na marne. Widać że ją też to bardzo dotknęło. Po jakimś czasie byliśmy już pod halą lotniska. Wysiedliśmy i wziąłem moje walizki. Zapłaciłem i po chwili staliśmy już w tłumie ludzi. Wszystko szło sprawnie, niestety. Chciałem żeby coś się stało, żeby móc spędzić jak najwięcej czasu z nią.
***Abigail***
Siedząc na lotnisku rozmyślałam jak to dalej będzie. On poleci, a ja znowu będę zwykłą szarą myszką. Będę wysłuchiwała od szkolnych plastików jaka to ja jestem beznadziejna. Zamknę się w sobie i znowu będę całe dnie spędzała przy fortepianie. Znowu zostaną nam rozmowy przez Skype, telefon i Twitter. Moi rodzice jak zawsze powiedzieli żebym sobie nie robiła nadziei bo Harry to gwiazdor i wgl. Ja ogólnie na temat 1D, Hot Chelle Rae i Allstar Weekend mam powiedziane żebym dała sobie spokój. Moi rodzice twierdzą że miecie idola to coś złego.
Z zamyśleń wyrwał mnie kobiecy głos, który kazał wsiadać na pokład samolotu. Do oczy znowu nabrały się łzy. Już musiał wsiadać. Rozkleilam się na dobre. Przytulił mnie i wyszeptałam mu na ucho:- Nie zapominaj o mnie, Proszę.
- Nigdy o tobie nie zapomnę.-powiedział już przez łzy.
- Dziękuję za wszystko Hazza.
- Nie ma za co.-odparł.
Jeszcze tylko 10 minut razem i załamka.
- Trzymaj.-powiedział i zdjął z nadgarstka swoją szczęśliwą bransoletkę.
- Nie mogę. -odparłam.
- Nie gadaj tylko trzymaj.-oodpowiedział.
Wcisnął mi ją w rękę i zacisnął moją dłoń w pięść.
- Pa. - pożegnał się.
- Pa.- odparłam i pocałowałam go w policzek.
Poszedł w kierunku pokładu samolotu. Pomachaliśmy sobie po raz ostatni. Podeszłam do szyby, przez którą widać odlatujące samoloty. Stanęłam i patrzyłam. Po kilku minutach samolot odleciał. Usiadłam zapłakana na ławkę. Otarłam łzy, założyłam jego bransoletkę na nadgarstek. Postanowiłam zadzwonić do Alex żeby po mnie przyjechała. Zgodziła się i oznajmiła mi że będzie za kilka minut. Wyszłam przed lotnisko i czekałam na nia na ławce. Tak jak powiedziała tak było. Po kilku minutach podjechała. Podeszła do mnie i mocno przytuliła. Wsiadłyśmy i odjechałyśmy. Przez całą drogę patrzyła się w szybę. Jak dojechałyśmy na miejsce bez słowa poszłam do domu. Zamknęłam się w pokoju i przepłakałam cały dzień. Wieczorem zadzwonił Harry. Oboje płakaliśmy. Po jakichś 3 godzinach płaczu zasnęłam.
--------------------------------------------------------------------------
Tak więc oto rozdział 6 :D
Tytuł pochodzi z piosenki Hot Chelle Rae- Keep You With Me :D
JEŚLI CZYTASZ ZOSTAW KOMENTARZ !
Naprawdę proszę o komentarze ponieważ ja nie wiem czy mam dla kogo pisać te nędzne wypociny.
Abigail ^^
niedziela, 1 lipca 2012
#5 ...." She's So Beautiful And I Tell Her Every Day"...
Obudziło mnie dziwne ciepło. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Harolda przytulającego się do mnie od tyłu. Spodobało mi się to. Spojrzałam na niego, a on się obudził. Odwróciłam się do niego przodem.
-Witam, witam.-przywitał się.
- Słodko spałaś.-powiedział ze słodką minką.
- Dzięki.-odparłam.
- Hej-zaczęłam-mógłbyś mnie puścić?
-Przepraszam.-odpowiedział i mnie puścił.
- Ja tak zawsze się do każdego przytulam.-tłumaczył się.
- Nie no nic się nie stało tylko za ciepło mi było.-odpowiedziałam.
- Bo Ja gorący chłopak jestem.-odparł z cwaniackim uśmieszkiem.
Zaczęłam się śmiać. Po chwili Harry usiadł na mnie i zaczął łaskotać. Darłam się i śmiałam w niebogłosy.
- Głupi jesteś.-powiedziałam jak przestał mnie łaskotać.
- Ty też.-odparł.
Lekko uderzyłam go w policzek.
- Głodna jesteś?-spytał po chwili.
- No trochę.-odparłam.
- To Ja idę zrobić śniadanie, a Ty idź się ubierz.- rzekł.
- Ale szczerze to nie musisz.-dodał śmiejąc się.
Walnęłam go w ramię i po chwili ze mnie zszedł. Wyjęłam z torby ubrania na ten dzień czyli: czerwone rurki, niebieską bluzkę z napisem : I<3 London. Poszłam do łazienki i się ubrałam. Włosy rozczesałam i związałam w koka. Wyszłam z łazienki i włożyłam piżamę do torby. Poszłam do dużego pokoju, gdzie czekała wielka sterta kanapek. Zaraz przyszedł Hazza z herbatą. Usiedliśmy i zaczęliśmy się zajadać. Włączyliśmy telewizor. Akurat leciał jakiś program plotkarski. Pokazali zdjęcia moje i Harry'ego z wczoraj. Jak byliśmy w cukierni, w sklepie i jak wchodziliśmy do hotelu. Prowadząca zaczęła gadać że Harry przyjechał do Polski, do dziewczyny. Siedziałam z otwartymi ustami i słuchałam co wygaduje. Harry nic nie rozumiała, ale wiedział o co chodzi. Zaraz przeszli do obgadywanie Seleny Gomez i Justina Biebera. Harry spojrzał na mnie z dziwną miną.
- Przepraszam?-powiedział pytająco.
- Nic nie zrozumiałeś, prawda?-spytałam.
- Dokładnie.-odparł.
Wytłumaczyłam mu co mówili. Przepraszał mnie za to , ale mi to nie przeszkadza. No chyba że zaczną mnie hejtować to wtedy będzie Armagedon.
Szczerze to się zdenerwowałam, ale nie chciałam go zranić. Wiem że nie będę miała spokoju ze względu na fanki i wgl. Ale cieszę się że przyjechał i możemy spędzić trochę czasu razem. Nie chcę, aby poznał po mnie że się zdenerwowałam. Zjedliśmy do końca i wypiliśmy herbatę. Poszliśmy i pozmywaliśmy naczynia.
- Co dziś robimy?-spytałam.
Już się uspokoiłam.
- Możemy pochodzić po mieście, a zresztą obiecałaś mi pokazać trochę Warszawy.-powiedział.
- No to dzisiaj idziemy na spacer.-odparłam.
Poszłam i założyłam moje długie czarne Converse i błękitną bluzę z kapturem , zakładaną przez głowę. Harry założył granatowy sweter, szare rurki i białe,krótkie Converse. Zostawiłam rzeczy w jego pokoju i wyszliśmy. Przed hotelem tak jak się spodziewaliśmy było pełno papparazzich. Jak ich zobaczyliśmy od razu zaczęliśmy się śmiać. Coś tam się darli, a my szliśmy dalej. Pod centrum handlowym wszyscy patrzyli tylko na nas. Muszę przyznać strasznie mnie to krępowało. Jak weszliśmy do środka podbiegło do nas kilka fanek. Z kilku fanek zrobiło się kilkanaście fanek. Otoczyły go, a Ja stałam z boku.
- Przepraszam.-powiedział bezgłośnie wyglądając z pomiędzy fanek.
Ja usiadłam na ławce z boku i czekałam. Po kilkunastu minutach podszedł do mnie.
- Naprawdę przepraszam nie wiedziałem że tak wyjdzie.-tłumaczył się. Schyliłam głowę i pomyślałam: Co by było gdyby On nie był sławny? Może byłoby lepiej? Jesteśmy przyjaciółmi i nie możemy nigdzie spokojnie wyjść? Dobra, ważne że on spełnia swoje marzenia.
- Nic się nie stało.-odparłam po chwili ciszy.
- Napewno?-zapytał.
- Tak, napewno nic się nie stało. Jesteś sławny to norma.-powiedziałam.
- Przepraszam nie wiedziałem że tak wyjdzie.-nadal tłumaczył.
- Nie no spoko.-odparłam.
- Jesteś pewna ?-dopytywał.
- Jak będziesz dalej tak dopytywał to powiem Ci parę "miłych" słów. -powiedziałam, a on zrobił " wystraszoną" minę.
Ruszyliśmy na wycieczkę po sklepach. Co chwilę się z czegoś śmialiśmy. Zobaczyłam kilka plastików i miałam taki atak śmiechu jak nigdy. Nie dość że plastiki to jeszcze tipsiary. Przymierzały szpilki, w których i tak nie umiały chodzić. Harry co chwilę mówił jak bardzo żal mu takich dziewczyn. Nakupowaliśmy pełno różnych rzeczy. Hazza zmusił mnie do wejście do sklepu z sukienkami. Szczerze nie wiem dlaczego się zgodziłam tam wejść.
- Przymierz tę.-powiedział Harold podając mi turkusową sukienkę,przed kolano z rękawem 3/4.
- Chyba Cię coś boli Haroldzie.-odparłam.Spojrzał na mnie z błagalną miną. Wzięłam od niego sukienkę i odprawił mnie do przebieralni z miną zwycięzcy. Weszłam do przebieralni i zaczęłam się męczyć z butami. Po chwili już byłam przebrana i wyszłam. Harry podszedł do0 mnie i zdjął mi gumkę z włosów. Włosy delikatnie opadły mi na ramiona i strasznie dziwnie się poczułam. Przeczesałam je ręką. Harry wydał z siebie ciche : Wooooow.
- Wyglądam i czuję się jak jakiś niedorób.-powiedziałam zirytowana.
- Wyglądasz pięknie.-odparł.
Podszedł do mnie i odgarnął kosmyk włosów, który opadł mi na twarz. Zbliżył swoją twarz do mojej. Milimetry dzieliły nasze twarze. Czułam jego niespokojny oddech na swoich policzkach. Staliśmy tak dłuższą chwilę po prostu patrząc sobie w oczy. Nigdy wcześniej nie znajdowałam się w takiej sytuacji. On się speszył i odsunął. Moją twarz automatycznie zalały rumieńce.
- Załóz jeszcze to.-powiedział i podał mi granatową marynarkę ze złotymi guzikami. Założyłam ją i odwróciłam się przodem do lustra. Muszę przyznać widok niespotykany. Brakowało tylko nutów.
- Trzymaj.-odparł i podał mi granatowe czółenka na koturnie.
- Niestety , ale Ja ich nie założę.-powiedziałam.
-Dlaczego?-spytał ze smutną miną lokers.
- Ponieważ Ja nie umiem chodzić w takich.-odparłam. Zrobił maślane oczka.
- Dobra.-powiedziałam i wzięłam od niego buty.
Założyłam i od razu poczułam się nieco wyższa.
- Musisz to wziąć.-powiedział pełen podziwu Harold.
- Po co? Skoro i tak nigdy nie bedę miała okazji żeby to założyć.-powiedziałam.
- Ja naprawdę Ci mówię: Weź To.-próbował mnie przekonać.
- Nie, nie biorę. Niestety, ale Ja nie chodzę w takich ciuchach.-powiedziałam.
- Dobra. Nie to nie.-odparł.
Wróciłam do przebieralni i przebrałam się w moje ubrania. Wyszłam i odłożyłam tamte rzeczy na iejsce. Wyszliśmy ze sklepu. Jak odeszliśmy kawałek od sklepu zauważyłam że nie ma obok mnie Hazzy. Harry wsiąkł gdzieś. Zaczęłam się rozglądać, ale nigdzie go nie wiedziałam.
- Przecież on się nie dogada z ludźmi jeśli się zgubił.-pomyślałam. Rozglądałam się wszędzie, aż nagle usłyszałam głośne : BUUU ! za plecami.
- Ty idioto! Gdzie Ty byłeś ?!?!-zaczęłam go ochrzaniać.
- Przepraszam Ja nie chciałem.-zaczął się tłumaczyć. Dolna warga zaczęła mu drżeć. Myślałam że zaraz ryknie płaczem.
- Przepraszam nie chciałam, ale bałam się.-powiedziałam i go przytuliłam. Może Ja naprawdę jestem za bardzo brutalne w stosunku do ludzi ? Szczerze to w tamtym momencie zastanawiałam się czy On naprawdę ma 18 lat. Przytulił się do mnie mocno.
- Już dobrze ?-spytałam.
- Tak.-odparł z uśmiechem.
- A , gdzie byłeś ? -zapytałam.
- No właśnie: trzymaj.-odparł i podał mi fioletową papierową torbę. Zajrzałam do niej i zobaczyłąm te rzeczy, które przymierzałam kilka minut wcześniej.
- Ale...-zaczęłam
- Nie ma żadnego ,ale mówiłem że musisz mieć te rzeczy to masz.-skończył za mnie lokers.
To było bardzo dziwne jak na mnie. Poczułam jak moje policzki robią się czerwone. Jeszce nigdy nie czułam czegoś takiego jak wtedy.
- Dziękuję-powiedziałam.
- Nie ma za co.-odparł i mnie mocno przytulił.
- Nie musiałeś.-powiedziałam nie puszczając go.
- Nie musiałem , ale chciałem.-odparł.
Podniosłam głowę i pocałowałam go w policzek. Zalały nas znowu rumieńce. Zrobiliśmy się głodni. Postanowiliśmy że pójdziemy do Subway. Zamówiliśmy kanapki i usiedliśmy przy wolnym stoliku. Zjedliśmy śmiejąc się co chwilę. Jak wyszliśmy z centrum było już ciemno. Poszliśmy do niego do hotelu i wzięłam swoje rzeczy. Koniecznie on chciał mnie odwieść. Wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy. Włączyliśmy radio i głośno śpiewaliśmy wszystkie piosenki. Znaczy te, które były po angielsku. Niestety za nim się obejrzałam nasza podróż dobiegła końca. Wysiedliśmy i odprowadził mnie do samych drzwi. Stanęliśmy pod drzwiami tak po prostu patrząc na siebie.
- Dziękuję za cały dzień.-powiedział nagle Hazza.
- Ja też. -odparłam.
Pocałował mnie w policzek i zrobił się cały czerwony. Zaśmiałam się bo wyglądał komicznie.
-Dobranoc.-powiedziałam.
- Dobranoc.-odparł.
Weszłam do domu i od razu poszłam do kuchni. Wyjęłam mleko z lodówki i usiadłam na blacie kuchennym.
- Ja chyba czuję do niego coś więcej.-pomyślałam. Ale jednak nie mogę zakochać się w najlepszym przyjacielu. Zaśmiałam się przypominając sobie widok czerwonej twarzy Harolda. Moje przemyślenia przerwała moja mama wchodząc do kuchni. Zamieniłyśmy kilka słów. Poszłam do swojego pokoju, wzięłam piżamę i poszłam do łazienki. Weszłam pod prysznic. Ciepły, długi prysznic tego mi było trzeba. Byłam pod prysznicem ponad godzinę. Przebrałam się piżamę i weszłam pod moją cieplutką kołderkę. Wzięłam laptopa i weszłam na Twittera. Od razu zauważyłam wpis Hazzy:
" @abigailmccartne Dzięki mała za cały dzień :) Xxx"
Uśmiechnęłam się i również dodałam Tweeta:
" @Harry_Styles Ja również Dziękuję :)"
Wyłączyłam laptopa i po kilku minutach odpłynęłam w objęciach Morfeusza.
------------------------------------------------
Przepraszam że tak długo nic nie wrzucałam , ale po prostu problemy z internetem :/
A z resztą wakacje się zaczęły !
U mnie straszny gorąc, a u was?
Dzisiaj jeszcze powinnam wstawić rozdział 6.
Tytuł pochdzi z piosenki Just The Way You Are- Bruno Mars :D
Jak myśłicie co się wydarzy dalej ???
ZOSTAWIAJCIE KOMENTARZE !
-Witam, witam.-przywitał się.
- Słodko spałaś.-powiedział ze słodką minką.
- Dzięki.-odparłam.
- Hej-zaczęłam-mógłbyś mnie puścić?
-Przepraszam.-odpowiedział i mnie puścił.
- Ja tak zawsze się do każdego przytulam.-tłumaczył się.
- Nie no nic się nie stało tylko za ciepło mi było.-odpowiedziałam.
- Bo Ja gorący chłopak jestem.-odparł z cwaniackim uśmieszkiem.
Zaczęłam się śmiać. Po chwili Harry usiadł na mnie i zaczął łaskotać. Darłam się i śmiałam w niebogłosy.
- Głupi jesteś.-powiedziałam jak przestał mnie łaskotać.
- Ty też.-odparł.
Lekko uderzyłam go w policzek.
- Głodna jesteś?-spytał po chwili.
- No trochę.-odparłam.
- To Ja idę zrobić śniadanie, a Ty idź się ubierz.- rzekł.
- Ale szczerze to nie musisz.-dodał śmiejąc się.
Walnęłam go w ramię i po chwili ze mnie zszedł. Wyjęłam z torby ubrania na ten dzień czyli: czerwone rurki, niebieską bluzkę z napisem : I<3 London. Poszłam do łazienki i się ubrałam. Włosy rozczesałam i związałam w koka. Wyszłam z łazienki i włożyłam piżamę do torby. Poszłam do dużego pokoju, gdzie czekała wielka sterta kanapek. Zaraz przyszedł Hazza z herbatą. Usiedliśmy i zaczęliśmy się zajadać. Włączyliśmy telewizor. Akurat leciał jakiś program plotkarski. Pokazali zdjęcia moje i Harry'ego z wczoraj. Jak byliśmy w cukierni, w sklepie i jak wchodziliśmy do hotelu. Prowadząca zaczęła gadać że Harry przyjechał do Polski, do dziewczyny. Siedziałam z otwartymi ustami i słuchałam co wygaduje. Harry nic nie rozumiała, ale wiedział o co chodzi. Zaraz przeszli do obgadywanie Seleny Gomez i Justina Biebera. Harry spojrzał na mnie z dziwną miną.
- Przepraszam?-powiedział pytająco.
- Nic nie zrozumiałeś, prawda?-spytałam.
- Dokładnie.-odparł.
Wytłumaczyłam mu co mówili. Przepraszał mnie za to , ale mi to nie przeszkadza. No chyba że zaczną mnie hejtować to wtedy będzie Armagedon.
Szczerze to się zdenerwowałam, ale nie chciałam go zranić. Wiem że nie będę miała spokoju ze względu na fanki i wgl. Ale cieszę się że przyjechał i możemy spędzić trochę czasu razem. Nie chcę, aby poznał po mnie że się zdenerwowałam. Zjedliśmy do końca i wypiliśmy herbatę. Poszliśmy i pozmywaliśmy naczynia.
- Co dziś robimy?-spytałam.
Już się uspokoiłam.
- Możemy pochodzić po mieście, a zresztą obiecałaś mi pokazać trochę Warszawy.-powiedział.
- No to dzisiaj idziemy na spacer.-odparłam.
Poszłam i założyłam moje długie czarne Converse i błękitną bluzę z kapturem , zakładaną przez głowę. Harry założył granatowy sweter, szare rurki i białe,krótkie Converse. Zostawiłam rzeczy w jego pokoju i wyszliśmy. Przed hotelem tak jak się spodziewaliśmy było pełno papparazzich. Jak ich zobaczyliśmy od razu zaczęliśmy się śmiać. Coś tam się darli, a my szliśmy dalej. Pod centrum handlowym wszyscy patrzyli tylko na nas. Muszę przyznać strasznie mnie to krępowało. Jak weszliśmy do środka podbiegło do nas kilka fanek. Z kilku fanek zrobiło się kilkanaście fanek. Otoczyły go, a Ja stałam z boku.
- Przepraszam.-powiedział bezgłośnie wyglądając z pomiędzy fanek.
Ja usiadłam na ławce z boku i czekałam. Po kilkunastu minutach podszedł do mnie.
- Naprawdę przepraszam nie wiedziałem że tak wyjdzie.-tłumaczył się. Schyliłam głowę i pomyślałam: Co by było gdyby On nie był sławny? Może byłoby lepiej? Jesteśmy przyjaciółmi i nie możemy nigdzie spokojnie wyjść? Dobra, ważne że on spełnia swoje marzenia.
- Nic się nie stało.-odparłam po chwili ciszy.
- Napewno?-zapytał.
- Tak, napewno nic się nie stało. Jesteś sławny to norma.-powiedziałam.
- Przepraszam nie wiedziałem że tak wyjdzie.-nadal tłumaczył.
- Nie no spoko.-odparłam.
- Jesteś pewna ?-dopytywał.
- Jak będziesz dalej tak dopytywał to powiem Ci parę "miłych" słów. -powiedziałam, a on zrobił " wystraszoną" minę.
Ruszyliśmy na wycieczkę po sklepach. Co chwilę się z czegoś śmialiśmy. Zobaczyłam kilka plastików i miałam taki atak śmiechu jak nigdy. Nie dość że plastiki to jeszcze tipsiary. Przymierzały szpilki, w których i tak nie umiały chodzić. Harry co chwilę mówił jak bardzo żal mu takich dziewczyn. Nakupowaliśmy pełno różnych rzeczy. Hazza zmusił mnie do wejście do sklepu z sukienkami. Szczerze nie wiem dlaczego się zgodziłam tam wejść.
- Przymierz tę.-powiedział Harold podając mi turkusową sukienkę,przed kolano z rękawem 3/4.
- Chyba Cię coś boli Haroldzie.-odparłam.Spojrzał na mnie z błagalną miną. Wzięłam od niego sukienkę i odprawił mnie do przebieralni z miną zwycięzcy. Weszłam do przebieralni i zaczęłam się męczyć z butami. Po chwili już byłam przebrana i wyszłam. Harry podszedł do0 mnie i zdjął mi gumkę z włosów. Włosy delikatnie opadły mi na ramiona i strasznie dziwnie się poczułam. Przeczesałam je ręką. Harry wydał z siebie ciche : Wooooow.
- Wyglądam i czuję się jak jakiś niedorób.-powiedziałam zirytowana.
- Wyglądasz pięknie.-odparł.
Podszedł do mnie i odgarnął kosmyk włosów, który opadł mi na twarz. Zbliżył swoją twarz do mojej. Milimetry dzieliły nasze twarze. Czułam jego niespokojny oddech na swoich policzkach. Staliśmy tak dłuższą chwilę po prostu patrząc sobie w oczy. Nigdy wcześniej nie znajdowałam się w takiej sytuacji. On się speszył i odsunął. Moją twarz automatycznie zalały rumieńce.
- Załóz jeszcze to.-powiedział i podał mi granatową marynarkę ze złotymi guzikami. Założyłam ją i odwróciłam się przodem do lustra. Muszę przyznać widok niespotykany. Brakowało tylko nutów.
- Trzymaj.-odparł i podał mi granatowe czółenka na koturnie.
- Niestety , ale Ja ich nie założę.-powiedziałam.
-Dlaczego?-spytał ze smutną miną lokers.
- Ponieważ Ja nie umiem chodzić w takich.-odparłam. Zrobił maślane oczka.
- Dobra.-powiedziałam i wzięłam od niego buty.
Założyłam i od razu poczułam się nieco wyższa.
- Musisz to wziąć.-powiedział pełen podziwu Harold.
- Po co? Skoro i tak nigdy nie bedę miała okazji żeby to założyć.-powiedziałam.
- Ja naprawdę Ci mówię: Weź To.-próbował mnie przekonać.
- Nie, nie biorę. Niestety, ale Ja nie chodzę w takich ciuchach.-powiedziałam.
- Dobra. Nie to nie.-odparł.
Wróciłam do przebieralni i przebrałam się w moje ubrania. Wyszłam i odłożyłam tamte rzeczy na iejsce. Wyszliśmy ze sklepu. Jak odeszliśmy kawałek od sklepu zauważyłam że nie ma obok mnie Hazzy. Harry wsiąkł gdzieś. Zaczęłam się rozglądać, ale nigdzie go nie wiedziałam.
- Przecież on się nie dogada z ludźmi jeśli się zgubił.-pomyślałam. Rozglądałam się wszędzie, aż nagle usłyszałam głośne : BUUU ! za plecami.
- Ty idioto! Gdzie Ty byłeś ?!?!-zaczęłam go ochrzaniać.
- Przepraszam Ja nie chciałem.-zaczął się tłumaczyć. Dolna warga zaczęła mu drżeć. Myślałam że zaraz ryknie płaczem.
- Przepraszam nie chciałam, ale bałam się.-powiedziałam i go przytuliłam. Może Ja naprawdę jestem za bardzo brutalne w stosunku do ludzi ? Szczerze to w tamtym momencie zastanawiałam się czy On naprawdę ma 18 lat. Przytulił się do mnie mocno.
- Już dobrze ?-spytałam.
- Tak.-odparł z uśmiechem.
- A , gdzie byłeś ? -zapytałam.
- No właśnie: trzymaj.-odparł i podał mi fioletową papierową torbę. Zajrzałam do niej i zobaczyłąm te rzeczy, które przymierzałam kilka minut wcześniej.
- Ale...-zaczęłam
- Nie ma żadnego ,ale mówiłem że musisz mieć te rzeczy to masz.-skończył za mnie lokers.
To było bardzo dziwne jak na mnie. Poczułam jak moje policzki robią się czerwone. Jeszce nigdy nie czułam czegoś takiego jak wtedy.
- Dziękuję-powiedziałam.
- Nie ma za co.-odparł i mnie mocno przytulił.
- Nie musiałeś.-powiedziałam nie puszczając go.
- Nie musiałem , ale chciałem.-odparł.
Podniosłam głowę i pocałowałam go w policzek. Zalały nas znowu rumieńce. Zrobiliśmy się głodni. Postanowiliśmy że pójdziemy do Subway. Zamówiliśmy kanapki i usiedliśmy przy wolnym stoliku. Zjedliśmy śmiejąc się co chwilę. Jak wyszliśmy z centrum było już ciemno. Poszliśmy do niego do hotelu i wzięłam swoje rzeczy. Koniecznie on chciał mnie odwieść. Wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy. Włączyliśmy radio i głośno śpiewaliśmy wszystkie piosenki. Znaczy te, które były po angielsku. Niestety za nim się obejrzałam nasza podróż dobiegła końca. Wysiedliśmy i odprowadził mnie do samych drzwi. Stanęliśmy pod drzwiami tak po prostu patrząc na siebie.
- Dziękuję za cały dzień.-powiedział nagle Hazza.
- Ja też. -odparłam.
Pocałował mnie w policzek i zrobił się cały czerwony. Zaśmiałam się bo wyglądał komicznie.
-Dobranoc.-powiedziałam.
- Dobranoc.-odparł.
Weszłam do domu i od razu poszłam do kuchni. Wyjęłam mleko z lodówki i usiadłam na blacie kuchennym.
- Ja chyba czuję do niego coś więcej.-pomyślałam. Ale jednak nie mogę zakochać się w najlepszym przyjacielu. Zaśmiałam się przypominając sobie widok czerwonej twarzy Harolda. Moje przemyślenia przerwała moja mama wchodząc do kuchni. Zamieniłyśmy kilka słów. Poszłam do swojego pokoju, wzięłam piżamę i poszłam do łazienki. Weszłam pod prysznic. Ciepły, długi prysznic tego mi było trzeba. Byłam pod prysznicem ponad godzinę. Przebrałam się piżamę i weszłam pod moją cieplutką kołderkę. Wzięłam laptopa i weszłam na Twittera. Od razu zauważyłam wpis Hazzy:
" @abigailmccartne Dzięki mała za cały dzień :) Xxx"
Uśmiechnęłam się i również dodałam Tweeta:
" @Harry_Styles Ja również Dziękuję :)"
Wyłączyłam laptopa i po kilku minutach odpłynęłam w objęciach Morfeusza.
------------------------------------------------
Przepraszam że tak długo nic nie wrzucałam , ale po prostu problemy z internetem :/
A z resztą wakacje się zaczęły !
U mnie straszny gorąc, a u was?
Dzisiaj jeszcze powinnam wstawić rozdział 6.
Tytuł pochdzi z piosenki Just The Way You Are- Bruno Mars :D
Jak myśłicie co się wydarzy dalej ???
ZOSTAWIAJCIE KOMENTARZE !
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)